Styczniowa Wisła po zimie, która swoją urodę zawiesiła na kołku

Wyspy Świderskie o każdej porze roku są pełne niespodzianek. Znikający śnieg odsłonił rudości zasuszonej jesieni.

Odnoga Wisły

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

W powietrzu unosiły się niepokojące zapachy Wisły.

Zapachy Wisły

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

Ustępujący lód odsłonił zmarszczki mimiczne rzeki.

Zmarszczki mimiczne rzeki

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

Odcienie zimowej szarości

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

Nad otwockim łęgiem szybowały bieliki,

Bielik nad ujściem Świdra

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

Podczas spaceru jeden z bielików przeleciał z łęgu Ciszycy nad ujście Świdra.

Bielik

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

Tutaj „przejęły” go mewy, próbując odgonić od swojego obozowiska na mieliźnie.

Bielik przed waśnią z mewami

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

Nad rzeką wciąż coś się działo.

Mewa na tle łęgu

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

I działo…

W przelocie

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

Kormorany urządziły sobie postój po stadnym polowaniu na ryby.

Zimowa sjesta w SPA

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

I niech ktoś powie, że nad Wisłą jest nudno, gdy wokół żywego ducha, a w słońcu nawet szarość ożywa.

Słoneczna szarość Wisły

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

Odcienie rzeki

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

Łęg nad Wisłą w barwach wysuszonej jesieni.

Wisła z łęgu

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

Wisła z łęgu w Ciszycy

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

Uśpiony łęg

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

Wisła jesienna

Sezon fotograficzny nad Wisłą nigdy się nie kończy. W październiku i listopadzie jest co oglądać. Nic że ptaki przelotne odleciały, sprowadzając nad dolinę rzeki jesienną nostalgię. Słońce, kiedy tylko zaczyna wstępować nad linię horyzontu, odgania przytłaczające nastroje, rozjaśnia krajobraz i budzi życie.

Słońce i smugi

Kormorany już chyba zrezygnowały z jesiennych odlotów. Zima i bliskość miast wzdłuż Wisły sprzyjają przetrwaniu. Przesiadują na mieliznach, pniach przysypanych mułem martwych drzew, albo na konarach topól, klonów jesionolistnych, wierzb tworzących na brzegach Wisły i na Wyspach Świderskich czapy łęgowych zagajników.

Kormorany o świcie

Odpoczynek na wodzie

Nie lubimy fotografów

Siwe czaple, w przeciwieństwie do białych, mniej odpornych na mróz, też zostają. Nocują zwykle w trudno dostępnych zakamarkach łęgu lub pod skarpami brzegów. Biwakują grupkami po kilka, kilkanaście osobników. Są niezwykle czujne i płochliwe. Trudno je podejść. Lada dźwięk odróżniający się z tła zmusza je do odlotu z chrapliwym wrzaskiem, który mrozi krew w żyłach i niesie daleko wzdłuż nurtu.

SONY DSC

Kormorany, jeśli wzlatują, robią to całą gromadą, zasłaniając niekiedy niebo na długie sekundy. W zatoczkach wydartych Wiśle kamiennymi opaskami nocują stada dzikich kaczek, mew, kormoranów. Towarzyszą im łabędzie nieme i krzykliwe. W ciągu ostatnich kilkunastu lat nastąpiła dostrzegalna zmiana w zachowaniach wodnego ptactwa.

Stado kormoranów nad listopadową Wisłą

Mam szczęście, mieszkając blisko wiślanych rezerwatów, które mimo presji urbanistycznej, zachowują swój niezwykły dziki charakter. Wystarczy dojechać rowerem albo samochodem w którekolwiek miejsce między Górą Kalwarią a Warszawą i przekroczyć granicę wału przeciwpowodziowego, by zanurzyć się w misterium wstającego dnia, pełne niespodzianek i zaskakujących widoków.

Szronem malowane

Zanurzam się w wilgotny łęg, gdzie splecione gałęzie drzew i krzewów pozbawionych liści, wyschnięte zarośla nawłoci, pokrzyw, wrotyczu, zbrązowiałego wszędobylskiego dzikiego chmielu zatrzymują mrok i skrapiają ubranie nieustającym deszczem skapującym z liści, wsłuchuję się w ciche pokrzykiwania zimujących ptaków. 

Łęg w Gassach

 

W łęgu żyje się bujnie acz krótko

Rzeźbiarska pasja bobrów

Potem wychodzę to nad wodę pod skarpą, gdzie przesiadują bobry i czaple, wspierając się w czuwaniu, albo na rozległe, nieomal bałtyckie plaże wzdłuż powolnego nurtu rzeki, pod czujne spojrzenie drapieżnych ptaków.

Czuwanie nad łowiskiem

Tutaj trwa zmienne życie. Tam, gdzie opadająca tafla wody odsłania mielizny i tworzy płytkie zatoczki przylegające do wartkiego nurtu rzeki, polują bolenie. Czasem robią ogromne zamieszanie, płosząc stada drobnych ryb. Niekiedy wyskakują z wody i uderzeniem ogona próbują ogłuszyć co słabsze sztuki. Widok polującego bolenia podnieca. Chyba żaden wędkarz nie potrafi się oprzeć pokusie, by spróbować schwytać tę rybę. Ja też od lat usiłuję utrwalić bolenia w wyskoku w kadrze. nadal bez skutku.

Skrajem plaży chodzą bobry, zostawiając ślady błoniastych łap w miękkim mule lub mokrym piasku. Spacerując skrajem skarp podmywanych przez nurt Wisły, widzę też ześlizgi, którymi bobry ściągają pocięte gałęzie drzew do wody. Wejścia do nor trudno odkryć. Zwykle są ukryte pod korzeniami topól i wierzb rosnących nad wodą. Bobry nie tylko powalają drzewa, przegryzając ich pnie. Potrafią je też skutecznie podkopać. Wtedy lada podmuch mocniejszego wiatru kończy dzieło zniszczenia. Bobrów jest już nadzwyczaj dużo nad Wisłą, ale łęgu wystarczy im na lata.

SONY DSC

Każdemu powrotowi znad Wisły towarzyszy uczucie niedosytu. Światło słońca, długie cienie drzew drugiego brzegu, mgła nad wodą, przymrozek, powietrze w bezruchu i delikatne podmuchy uśpionego wiatru tworzą niezwykłe pejzaże i obrazy szczegółów. Trudno im się oprzeć.

Ulotna impresja

Zakątek bobrów w rezerwacie Wyspy Świderskie

Wisła niejedno ma oblicze. Wiśle niejedno na imię. Wystarczy zajrzeć o świcie podczas różnych pór roku w to samo miejsce, by przekonać się, jak pospolity – zdawałoby się – widok nizinnej rzeki zaskakuje nastrojem godnym pejzaży tworzonych rękami impresjonistów albo artystów renesansu.

 Lubię zaglądać w zakątek łęgu rozłożony po lewej stronie przeprawy promowej w Gassach. Można doń dotrzeć ścieżką przez wiklinowe zarośla wzdłuż brzegu, płosząc przy okazji bobry, szare i białe czaple polujące na mieliznach obok, bystre lecz płochliwe tracze, dzikie kaczki, rybitwy przylatujące z sąsiedztwa, nawet zimorodka sprawdzającego okoliczne strugi. Przy niskim stanie wody bez trudu przechodzi się nad wąskimi strumieniami, sączącymi się spod zarośniętej skarpy poszarpanej norami i korytarzami wykopanymi przez bobry. Przy średnim lepiej zawrócić, by nie ugrzęznąć w mule. Wtedy wypada, minąwszy groteskowe wierzby, spróbować dojść od strony wału przeciwpowodziowego piaszczystą drogą rozjechaną przez quady.

 Spotkanie z sarnami wśród białodrzewów i topól szarych, czarnych czy brodawkowatych, tworzących łęg, albo z bobrami buszującymi w zastoinach wody u stóp tych drzew wielce prawdopodobne jest. Czasem odnoszę wrażenie, iż bobrów ostatnio więcej niż ryb w Wiśle. Pomyśleć, że jeszcze w ubiegłym stuleciu były na skraju całkowitego wyginięcia. Te zwierzęta fascynują. Obserwuję od lat ich dobroczynny wpływ na stan lasu i bogactwo przyrody w dorzeczu górnej Łyny od jej źródeł po granice Olsztyna. To dzięki nim, między innymi, spotkanie bielików, czarnych bocianów, żurawi, wilków, rysiów, łosi, wydr przestało być wydarzeniem.

 Obie ścieżki wiodą ku nadrzecznej skarpie, opadającej stromo ku bocznej odnodze nurtu, za którą są dwie kępy zarośnięte zwartą wikliną. Rozdziela je woda spychana ku brzegowi przez napierający główny prąd Wisły. W tę przerwę o każdej porze roku zagląda wschodzące słońce. Stanąwszy na skraju urwiska za osłoną bujnej nawłoci i wrotyczu, można do woli fotografować figlujące bobry, które upodobały sobie właśnie ową skarpę i wiklinowe kępy. Zmęczone nurkowaniem wychodzą na piaszczystą plażę i maszczą futro bobrowym strojem.

 W odnogę wpływają też rapy (bolenie), drapieżne ryby zaliczane do rodziny karpiowatych. Ich widowiskowe wyskoki ponad wodę zakończone uderzeniem ogona i wielkim rozbryzgiem dorównują uderzeniom płetwy ogonowej bobrów, które ostrzegają się w ten sposób przed dostrzeżonym niebezpieczeństwem, zwykle utożsamianym z nadmiernie ciekawskim fotografem.

 Jeśli ktoś chciałby wyobrazić sobie to miejsce, nie wychodząc z domu, niechaj spojrzy na pierwszy kadr z bobrami i dwiema kępami na tle wiosennej burzy tego oto filmu: http://wislawarszawska.pl/artykul-245-Film_przyrodniczy_Wisla_Warszawska. To dokładnie ten zakątek (albo identyczny).

 Owo miejsce może więc wyglądać prozaicznie wiosennie, jak na tym zdjęciu:http://www.panoramio.com/photo/91659054, ale może też fascynować nierealnym wręcz – zdawałoby się – nastrojem listopadowej jesieni, jak na tym zdjęciu:http://www.panoramio.com/photo/113472575.

Wyspy Świderskie i Łachy Brzeskie

Jest jedno miejsce nad Wisłą, które od lat przykuwa moją uwagę. To stara i tylko sezonowo czynna przeprawa promowa w Gassach, oblegana głównie przez wędkarzy. Podczas powodzi podjazd i miejsce cumowania promu są zalane. Przez betonowe płyty przelewa się wtedy burzliwa masa wodna, spychając wszystko co żywe i martwe ze swojej drogi.

Jest to także miejsce, skąd wyruszam ku Górze Kalwarii, by zanurzyć się w krajobrazie południowej części Wysp Świderskich i Łachy Brzeskiej; sąsiadujących ze sobą rezerwatów przyrody. Najdogodniej pójść koroną wału przeciwpowodziowego. O świcie umożliwia wgląd w krajobraz Wisły płynącej tuż tuż obok. Dopiero za przepustem w wale i rozlewiskami przylegającymi do głównego nurtu pojawia się ścieżka w łęgu, wiodąca nad wydzieloną z nurtu przez opaskę i ostrogę zatoczkę, w której często odpoczywają stada dzikiego ptactwa. To też jest miejsce nawiedzane przez wędkarzy. O świcie epatuje nastrojem i kolorami krajobrazu. Tutaj można zakończyć łatwiejszą część spaceru.

 Żądni przygód i nieoczekiwanych bliskich spotkań z dzikami, sarnami, jeleniami, lisami, bobrami pójdą dalej przez rozległe łąki pocięte siecią gruntowych dróg między rzeką a łęgiem i wałem przeciwpowodziowym, by zabrnąć za kolejną Zatoką Śmiałego Bolenia (tak ją sobie nazwałem w swojej własnej imaginacji, widząc te szalone ryby w potężnych wyskokach ponad taflę wody) w łany nawłoci, wrotyczu, głogów, trzcin i wszelakiego innego zielska porastającego pagórki, wypłukane wezbraną wodą doły, rowy, bagniste zalewiska. Tam spotkanie dzikich zwierząt i niecodziennych ptaków: dzięciołów czarnych, zielonych, pstrych, dużych, gąsiorków, wilg, trznadli, remizów, pewniejsze, a przypływ adrenaliny gwarantowany. Z krawędzi brzegów zaś łatwiej wypatrzyć mieszkańców pobliskich mielizn i łach, których najpierw długo słychać. Harmider podczas godów i lęgów mew, rybitw, siewek, niesie się nad rzeką daleko. Nastrój kwietniowej i majowej Wisły ma w sobie wtedy i w tym miejscu coś naprawdę egzotycznego. Wystarczy tam dojść o świcie, na chwilę przystanąć, zamknąć oczy, wsłuchać się.

 Dla mnie jednak najpiękniejsza bywa chwila, w której krajobraz zastyga i zamyśla się, jak tutaj:

http://www.panoramio.com/photo/118483377

albo wciela się w rolę malarza pejzażu, jak tutaj:

http://www.panoramio.com/photo/118483331.

WYSPY ŚWIDERSKIE

Z Ursynowa do Wysp Świderskich tylko rzut beretem. Wystarczy dojechać do lądowiska helikopterów TVN w Ciszycy, by zanurzyć się w łęg. Idąc skrajem nadrzecznej skarpy w kierunku Góry Kalwarii, można znaleźć przejście na plażę, jakiej nie powstydzi się Bałtyk. Zachowując ciszę, dajesz sobie szansę spotkania czapli przesiadujących na konarach przewróconych topól lub wierzb albo bielików żerujących na skraju nurtu. Jeśli dopisze szczęście, o wschodzie słońca można zaobserwować kormorany biwakujące na zalegających mielizny pniach wyrwanych brzegom drzew. We mgle taki widok przenosi nas do krainy Piotrusia Pana. W porze jesiennych przygotowań do odlotu pełno tu piskliwców, sieweczek, rybitw, czajek, jaskółek brzegówek i innego, często egzotycznego, pospólstwa.

Zwykle jednak zaskakuje nastrój ukojenia wypełniony pluskiem wody, kwileniem ptaków łęgowego gąszczu i łąkowych połaci, krzykiem mew i krukowatych, furkotaniem skrzydeł, zapachem piasku. Chodzisz po krajobrazie granicą piasku i wody, depczesz ślady ptaków, saren, bobrów. Czasem do wodopoju podbiegnie zabłąkana łania, czasem lis, który nieopatrznie wychyli się z wikliny lub nawłoci, by przebiec tuż pod nogami.

Wisła ciągle się zmienia. Po każdym wezbraniu poznajesz jej krajobraz od nowa. Najgroźniejsze są nagłe przybory wody w porze lęgów. Jeśli woda spiętrzy się do stanu alarmowego, niechybnie zaleje wyspy i mielizny, a ptakom tam gniazdującym zagarnie jajeczka i pisklęta. Spóźniony powtórny lęg nie gwarantuje już sukcesu. Młodzież nie sprosta trudom wędrówki na południe.

Dzisiaj Wisła kolejny raz pokazała nową twarz – marcowej wiosny 2015 roku: http://www.panoramio.com/photo/118081949