Świt na Brzeskich Łachach

Świt na Brzeskich Łachach

Kto podpalił niebo

Pogoda nie rozpieszcza. Każda więc kilkugodzinna przerwa w chmurach jest pretekstem, by wyskoczyć nad Wisłę.

Dziki pod opieką wierzby

Po zdjęciach dziczej watahy śpiącej opiekuńczych objęciach starej łęgowej wierzby wzrósł apetyt na więcej.

Tu miał być bielik

W poniedziałek zadowoliłem się wyłącznie świtem. Ptaki były za daleko. Bielik, który uniósł się z łęgu za moimi plecami, nie chciał pozować na tle słonecznej tarczy, dopiero co wynurzającej się spoza drzew Starego Otwocka.

Popłoch na łasze -  bielik nadlatuje

Poleciał nieco wyżej nad lewym górnym rogiem kadru, a kiedy pojawił się nad wiślaną wyspą, wzniecił ogromne zamieszanie. Mewy i rybitwy porzuciły godowy nastrój, wszczęły alarm i uniosły się chmurą nad piasek lęgowiska. Orzeł jak niepyszny zanurkował między konary topól i uciekł nad komysze starorzecza lewego brzegu rzeki.

 

Wszędzie jednak dostrzega się obecność wiosny. Wegetacja rusza co prawda nieśmiało, ale za to słychać ptaki: stukające i pokrzykujące dzięcioły; piejące przenikliwie bażanty koguty; krzyczące mew, śpiewające nieustannie kosy, szpaki, sikorzanki, trznadle; chrapliwie wrzeszczące sójki, sroki i gawrony…

Wiosna już tu jest

Wszędzie też widać ślady wszędobylskich dzików: tropy, zrytą darń, wygrzebane piasku doły… odciski sarnich i jelenich racic… To, co się dzieje, uwrażliwia na misterium wstającego słońca.

Słońce nad Starym Otwockiem

Poniedziałkowy świt okazał się nieomal kiczowato doskonały w oszronionym krajobrazie opatulonym flautą i nieśmiałymi mgiełkami.

Słońce nad wiślaną łachą

Przedwiośnie nad Wisłą na Łachach Brzeskich

Brzeskie Łachy

Pogranicze rezerwatów: Łach Brzeskich i Wysp Świderskich jest interesującą enklawą wiślanego krajobrazu. Zanurzam się w niej, idąc w kierunku Góry Kalwarii od zjazdu sezonowej przeprawy promowej w Gassach, urządzonej miejscu niegdysiejszej przeprawy dla czołgów Układu Warszawskiego, a jeszcze wcześniej przeprawy dla oddziałów Wojska Polskiego, bronionej za cenę wielu ofiar przed nalotami Luftwaffe we wrześniu 1939 r.

P1360881

Droga wiedzie najpierw koroną wału przeciwpowodziowego obok kilku obejść, następnie w sąsiedztwie okazałych białodrzewów, które na przedwiośniu imponują nieskazitelnymi barwami kory pni i konarów, a następnie przez zarośla wierzby, kaliny, głogu, siedliska dzikiego ptactwa, schronienia saren i dzików. Za nimi widać malowniczo usytuowany dom i rozłożystą topolę. Kilka lat wcześniej towarzyszyło jej uschnięte ogromne drzewo. Zostało ścięte, bo prawdopodobnie groziło upadkiem.

 

Za przepustem kanału odprowadzającego wodę z rozległych pól wchodzi się w łęg. Zagajnik po prawej stronie jest pełny starych i rozpadających się topól. Latem drzewa spowija wysoka mierzwa podszytu, zielska pełnego pokrzyw, dzikiego chmielu, szczawiu… Ów fragment łęgu za wałem jest siedliskiem zielonych i czarnych dzięciołów. Łęg po lewej stronie skrywa ciekawe stawy międzywala. Przez ostatnie dwa lata były wysuszone z powodu bardzo niskiego stanu wody w Wiśle. Napełniły się po ostatnich opadach. Wezbrana Wisła zalała także płycizny opasane kamiennymi opaskami na granicy obu rezerwatów.

P1370421

Wiosna nadchodzi w tym roku wcześniej niż zazwyczaj. Ptaki wpadły w godowy trans. Kaczory niestrudzenie zabiegały o względy kaczek i toczyły pełne ekspresji pojedynki między sobą. Mewy przelatywały stadami wzdłuż rzeki w poszukiwaniu miejsc lęgowych. Kormorany zaczęły się rozpraszać i dobierać w pary…

P1360983

Na wysokości Dębówki szedłem drogami zrytymi przez dziki. W niektórych miejscach dzicze watahy wykopały w piasku głębokie doły. Zwierzęta prawdopodobnie polowały na gryzonie. Takiego chaosu nad Wisłą, a przychodzę tutaj od ponad dziesięciu lat, nie oglądałem do tej pory.

P1370276

Tę zimę, której tak naprawdę nie było, dziki przetrwały w znakomitej formie. Ryją teraz rozmiękłą darń i pobocza dróg, wydeptują trwałe ścieżki w wyschniętej i poszarzałej nawłoci, w mierzwie wierzbiny, zostawiają mnóstwo śladów racic w rozmiękłym gruncie… Poczułem pewność, że je dzisiaj spotkam.

 

Fotografując Wisłę o wschodzie słońca w świetle zmiękczonym przez zwarte chmury, nie doczekałem jednak widoku ani dzików, ani swoich ulubionych bohaterów – wiślanych bobrów. Dopiero w drodze powrotnej, z dala od rzeki, fotografując dzikie komysze łęgów za wałem, złapałem okazję.

P1370261

Tak naprawdę całą uwagę poświęciłem groteskowej wierzbie, obejmującej korzeniami wielką jamę w ziemi. Dopiero po kilku zdjęciach na ekranie wyświetlacza aparatu zobaczyłem znajome kształty, które pięknie zlewały się z wyschniętą mierzwą zielsk i ziemią pokrytą szarymi, zmacerowanymi przez wodę liśćmi.

P1370356

Dalej niech przemówią zdjęcia… Po sesji oddaliłem się po angielsku.

P1370358

 

P1370367

Wisła jesienna

Sezon fotograficzny nad Wisłą nigdy się nie kończy. W październiku i listopadzie jest co oglądać. Nic że ptaki przelotne odleciały, sprowadzając nad dolinę rzeki jesienną nostalgię. Słońce, kiedy tylko zaczyna wstępować nad linię horyzontu, odgania przytłaczające nastroje, rozjaśnia krajobraz i budzi życie.

Słońce i smugi

Kormorany już chyba zrezygnowały z jesiennych odlotów. Zima i bliskość miast wzdłuż Wisły sprzyjają przetrwaniu. Przesiadują na mieliznach, pniach przysypanych mułem martwych drzew, albo na konarach topól, klonów jesionolistnych, wierzb tworzących na brzegach Wisły i na Wyspach Świderskich czapy łęgowych zagajników.

Kormorany o świcie

Odpoczynek na wodzie

Nie lubimy fotografów

Siwe czaple, w przeciwieństwie do białych, mniej odpornych na mróz, też zostają. Nocują zwykle w trudno dostępnych zakamarkach łęgu lub pod skarpami brzegów. Biwakują grupkami po kilka, kilkanaście osobników. Są niezwykle czujne i płochliwe. Trudno je podejść. Lada dźwięk odróżniający się z tła zmusza je do odlotu z chrapliwym wrzaskiem, który mrozi krew w żyłach i niesie daleko wzdłuż nurtu.

SONY DSC

Kormorany, jeśli wzlatują, robią to całą gromadą, zasłaniając niekiedy niebo na długie sekundy. W zatoczkach wydartych Wiśle kamiennymi opaskami nocują stada dzikich kaczek, mew, kormoranów. Towarzyszą im łabędzie nieme i krzykliwe. W ciągu ostatnich kilkunastu lat nastąpiła dostrzegalna zmiana w zachowaniach wodnego ptactwa.

Stado kormoranów nad listopadową Wisłą

Mam szczęście, mieszkając blisko wiślanych rezerwatów, które mimo presji urbanistycznej, zachowują swój niezwykły dziki charakter. Wystarczy dojechać rowerem albo samochodem w którekolwiek miejsce między Górą Kalwarią a Warszawą i przekroczyć granicę wału przeciwpowodziowego, by zanurzyć się w misterium wstającego dnia, pełne niespodzianek i zaskakujących widoków.

Szronem malowane

Zanurzam się w wilgotny łęg, gdzie splecione gałęzie drzew i krzewów pozbawionych liści, wyschnięte zarośla nawłoci, pokrzyw, wrotyczu, zbrązowiałego wszędobylskiego dzikiego chmielu zatrzymują mrok i skrapiają ubranie nieustającym deszczem skapującym z liści, wsłuchuję się w ciche pokrzykiwania zimujących ptaków. 

Łęg w Gassach

 

W łęgu żyje się bujnie acz krótko

Rzeźbiarska pasja bobrów

Potem wychodzę to nad wodę pod skarpą, gdzie przesiadują bobry i czaple, wspierając się w czuwaniu, albo na rozległe, nieomal bałtyckie plaże wzdłuż powolnego nurtu rzeki, pod czujne spojrzenie drapieżnych ptaków.

Czuwanie nad łowiskiem

Tutaj trwa zmienne życie. Tam, gdzie opadająca tafla wody odsłania mielizny i tworzy płytkie zatoczki przylegające do wartkiego nurtu rzeki, polują bolenie. Czasem robią ogromne zamieszanie, płosząc stada drobnych ryb. Niekiedy wyskakują z wody i uderzeniem ogona próbują ogłuszyć co słabsze sztuki. Widok polującego bolenia podnieca. Chyba żaden wędkarz nie potrafi się oprzeć pokusie, by spróbować schwytać tę rybę. Ja też od lat usiłuję utrwalić bolenia w wyskoku w kadrze. nadal bez skutku.

Skrajem plaży chodzą bobry, zostawiając ślady błoniastych łap w miękkim mule lub mokrym piasku. Spacerując skrajem skarp podmywanych przez nurt Wisły, widzę też ześlizgi, którymi bobry ściągają pocięte gałęzie drzew do wody. Wejścia do nor trudno odkryć. Zwykle są ukryte pod korzeniami topól i wierzb rosnących nad wodą. Bobry nie tylko powalają drzewa, przegryzając ich pnie. Potrafią je też skutecznie podkopać. Wtedy lada podmuch mocniejszego wiatru kończy dzieło zniszczenia. Bobrów jest już nadzwyczaj dużo nad Wisłą, ale łęgu wystarczy im na lata.

SONY DSC

Każdemu powrotowi znad Wisły towarzyszy uczucie niedosytu. Światło słońca, długie cienie drzew drugiego brzegu, mgła nad wodą, przymrozek, powietrze w bezruchu i delikatne podmuchy uśpionego wiatru tworzą niezwykłe pejzaże i obrazy szczegółów. Trudno im się oprzeć.

Ulotna impresja

Wyspy Świderskie i Łachy Brzeskie

Jest jedno miejsce nad Wisłą, które od lat przykuwa moją uwagę. To stara i tylko sezonowo czynna przeprawa promowa w Gassach, oblegana głównie przez wędkarzy. Podczas powodzi podjazd i miejsce cumowania promu są zalane. Przez betonowe płyty przelewa się wtedy burzliwa masa wodna, spychając wszystko co żywe i martwe ze swojej drogi.

Jest to także miejsce, skąd wyruszam ku Górze Kalwarii, by zanurzyć się w krajobrazie południowej części Wysp Świderskich i Łachy Brzeskiej; sąsiadujących ze sobą rezerwatów przyrody. Najdogodniej pójść koroną wału przeciwpowodziowego. O świcie umożliwia wgląd w krajobraz Wisły płynącej tuż tuż obok. Dopiero za przepustem w wale i rozlewiskami przylegającymi do głównego nurtu pojawia się ścieżka w łęgu, wiodąca nad wydzieloną z nurtu przez opaskę i ostrogę zatoczkę, w której często odpoczywają stada dzikiego ptactwa. To też jest miejsce nawiedzane przez wędkarzy. O świcie epatuje nastrojem i kolorami krajobrazu. Tutaj można zakończyć łatwiejszą część spaceru.

 Żądni przygód i nieoczekiwanych bliskich spotkań z dzikami, sarnami, jeleniami, lisami, bobrami pójdą dalej przez rozległe łąki pocięte siecią gruntowych dróg między rzeką a łęgiem i wałem przeciwpowodziowym, by zabrnąć za kolejną Zatoką Śmiałego Bolenia (tak ją sobie nazwałem w swojej własnej imaginacji, widząc te szalone ryby w potężnych wyskokach ponad taflę wody) w łany nawłoci, wrotyczu, głogów, trzcin i wszelakiego innego zielska porastającego pagórki, wypłukane wezbraną wodą doły, rowy, bagniste zalewiska. Tam spotkanie dzikich zwierząt i niecodziennych ptaków: dzięciołów czarnych, zielonych, pstrych, dużych, gąsiorków, wilg, trznadli, remizów, pewniejsze, a przypływ adrenaliny gwarantowany. Z krawędzi brzegów zaś łatwiej wypatrzyć mieszkańców pobliskich mielizn i łach, których najpierw długo słychać. Harmider podczas godów i lęgów mew, rybitw, siewek, niesie się nad rzeką daleko. Nastrój kwietniowej i majowej Wisły ma w sobie wtedy i w tym miejscu coś naprawdę egzotycznego. Wystarczy tam dojść o świcie, na chwilę przystanąć, zamknąć oczy, wsłuchać się.

 Dla mnie jednak najpiękniejsza bywa chwila, w której krajobraz zastyga i zamyśla się, jak tutaj:

http://www.panoramio.com/photo/118483377

albo wciela się w rolę malarza pejzażu, jak tutaj:

http://www.panoramio.com/photo/118483331.