Jaskółki brzegówki w stolicy!

Jaskółka brzegówka (Riparia riparia) – gatunek  ptaka wędrownego z rodziny jaskółkowatych (Hirundinidae). Niewielki ptak o skromnym upierzeniu i zwartej budowie. Brak dymorfizmu płciowego. Wierzch ciała bladobrunatny, spód biały z brunatną przepaską w górnej części piersi. Gładki ogon jest lekko rozwidlony, a skrzydła wąskie, choć o szerokiej podstawie. W Europie Środkowej brzegówki wracają na lęgowiska w kwietniu i maju. Okres lęgowy trwa do lipca. Brzegówki nie zawsze tworzą monogamiczne pary. Samica może mieć więcej niż jednego partnera, choć potomstwem zajmuje się wraz z nią tylko jeden. Brzegówka jako doskonały kopacz samodzielnie potrafi wykopać poziomy tunel w żwirze lub piasku przy pomocy dzioba i pazurków. Ponieważ samiec wcześniej przylatuje na lęgowiska, to on najpierw wykonuje tę pracę sam. Pary dobierają się w ciągu 3-4 dni, po czym oboje partnerzy drążą kanał. Wygrzebują nory długie na 50-60 cm (niekiedy do 150 cm, co 12 razy przekracza długość brzegówki), o owalnych otworach wejściowych rozszerzających się przy końcu w małą komorę lęgową w kształcie kuli. Znajduje się ona zwykle w pionowych urwiskach ziemnych na wysokim brzegu rzeki, w żwirowniach, gliniankach lub śródpolnych skarpach. Wysłana jest suchą trawą i dużą ilością piór. Gniazdo może służyć ptakom przez wiele lat. Brzegówki gnieżdżą się kolonijnie – takie koncentracje liczą często kilkanaście lub kilkadziesiąt par (lub więcej). Taki sposób gniazdowania jest rzadko spotykany wśród polskiej awifauny.
Do niezajętych nor chętnie wprowadzają się wróble, pliszki siwe i bogatki. (Źródło: Wikipedia - fragmenty).

Między mostem Świętokrzyskim a mostem Śląsko-Dąbrowskim ciągnie się ogrodzony metalową siatką plac budowy lewobrzeżnego bulwaru Wisły. Ponieważ inwestor („Hydrobudowa” – Gdańsk) zbankrutował, roboty w zasadzie stoją. Coś tam się dzieje, ale na bardzo zwolnionych obrotach.

Na początku lipca 2015 r. chciałam przejść się nad Wisłą, popatrzeć na rzekę, ewentualnie sfotografować śmieszki, kormorany i latające tu rybitwy rzeczne. Niestety, bezpośredni dostęp do rzeki jest niemożliwy. Od czasu do czasu udawało mi się sfotografować motyla, kwitnące chwasty, a nawet – przez oczko w siatce – kormorany suszące skrzydła na wykrocie przy lewym brzegu Wisły. I nagle – dostrzegłam coś, co mnie zamurowało! Otóż, na wysokości Skweru im. Rodziny Matysiaków, zobaczyłam na brzegu piaszczysty głęboki wykop z zainstalowaną już betonową rurą, a w wykopie – kilkadziesiąt otworów. Co to było, jak myślicie? Otóż, w tym nieużywanym wykopie, odgraniczonym od wewnętrznej drogi transportowej drewnianym „szlabanem” z żółtą tablicą ostrzegawczą, jaskółki brzegówki (Riparia riparia) wykopały sobie norki lęgowe. Wokół otworów i nad samą Wisłą roiło się od tych pięknych jaskółeczek! Natychmiast zrobiłam wiele zdjęć, starając się wyłapać sytuacje wlotu jaskółki do norki i wylotu z niej (np. z odchodami pisklęcia w dziobie).

Fot. 1. Brzegówka wylatuje z norki lęgowej z odchodami pisklęcia. 9.07.2015

DSC_4038-z odchodami 4

Fot. 2. Brzegówka niesie w dziobie odchody pisklęcia. 9.07.2015DSC_4040 - odchody 5

Fot. 3. Brzegówka z odchodami pisklęcia. 14.07.2015DSC_5066kupka

Zamierzałam utrwalić te zachowania, żeby mieć dowód na istnienie tutaj aktywnej kolonii lęgowej brzegówek. Niesamowite! Brzegówki w Warszawie – właściwie w centralnej części  miasta!

Fot. 4. Miejsce  lokalizacji kolonii brzegówek na lewym brzegu Wisły w Warszawie. 9.07.2015.

DSC_4010Wisla 2

Ponieważ mam już spore doświadczenie w obserwacjach i interweniowaniu w przypadkach prac termo-modernizacyjnych budynków z gniazdami ptaków (jerzyki, wróble, gołębie itp.), wiedziałam jakie instytucje i w jaki sposób należy powiadomić o kolonii brzegówek, a przede wszystkim – uczulić na fakt istnienia gniazd z potomstwem. Żeby tylko nie zasypano tej kolonii przez niewiedzę lub niedbalstwo! Wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy z tego, że prace na tym odcinku przyszłego bulwaru nie postępują. Na szczęście! Pisma wysłałam do Biura Ochrony Środowiska (BOS) m.st. Warszawy, Wydziału Ochrony Środowiska Dzielnicy Śródmieście, Zarządu Mienia m.st. Warszawy, Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (RDOS), do Stołecznego  Towarzystwa Ochrony Ptaków (STOP) i do OTOP. Wymiana pism (e-maili z moimi zdjęciami) i przesyłanie ich sobie wzajemnie przez instytucje trwało i trwa nadal. Jestem przekonana, że teraz już wszystkie czynniki odpowiedzialne za ochronę dzikich ptaków wiedzą, co się tu dzieje i przynajmniej do czasu zakończenia przez brzegówki lęgów, nic złego im nie grozi. Na wszelki wypadek, co jakiś czas zaglądałam do moich „podopiecznych” 🙂 Widać było, że ptaki szczęśliwie odbywają lęgi. Coraz więcej jaskółek latało nad nurtem wody, ucząc się polowania na owady i wykonując cudowne ewolucje w powietrzu. A ile przy tym było radosnego pisku!

Fot. 5. Brzegówki wlatują do norek i wylatują. Karmienie potomstwa.

DSC_5084norki

Fot. 6. Brzegówki latające nad Wisłą.

DSC_5239brzegowki 28

Ostatni raz zajrzałam do kolonii brzegówek 28 lipca. W czasie godzinnej obserwacji stwierdziłam, że jeszcze 10 otworów jest odwiedzanych (tych, które mogłam dostrzec spoza siatki, stojąc na krawężniku przy ulicy). Zaczęłam się zastanawiać, co będzie później? I właściwie, kto i na jakiej podstawie stwierdzi, że lęgi się zakończyły? I że można zasypać norki lęgowe brzegówek? Zasypać?!!! Ot, tak – to jest niezgodne z prawem! Z tego, co wiem, a co wynika z Ustawy o ochronie przyrody i z Rozporządzenia Ministra Środowiska w sprawie ochrony gatunkowej zwierząt, zabronione jest niszczenie siedlisk ptaków, niszczenie, usuwanie lub uszkadzanie ich gniazd! Jedynie RDOS może wydać zgodę na takie zakazane działania. Również RDOS ma obowiązek – na podstawie Ustawy o zapobieganiu szkodom w środowisku i ich naprawie – dopilnować, aby podmiot, który zniszczył siedlisko dzikich ptaków prawnie chronionych dokonał kompensacji przyrodniczej. Zatem, znowu napisałam pisma do odpowiednich instytucji, w tym do RDOS oczekując na podjęcie w tym zakresie odpowiednich decyzji.

Fot. 7. Jeszcze jedno zdjęcie pokazujące aktywność brzegówek przy norkach lęgowych.

DSC_7341do norek

Marzy mi się taki oto scenariusz: inwestor wykonuje piękny bulwar nad Wisłą. Tak, rozumiem, że zachowanie dołu ze ścianami norek lęgowych brzegówek nie będzie możliwe. Zatem, inwestor wspierany przez Dział Promocji m.st. Warszawy oraz Zarząd Mienia m.st. Warszawy, utworzy na skraju bulwaru solidną ścianę piaskowo-kamienną, otoczoną ogrodzeniem z pnącymi się roślinami. Można mieć nadzieję, że do takiej konstrukcji przylecą w przyszłym roku te same brzegówki i ich potomstwo i wykopią sobie nowe norki lęgowe. Odgrodzone od ludzi spacerujących bulwarem, będą mogły spokojnie wysiedzieć jaja i wykarmić pisklęta. Miasto uzyska wielki plus za czynną i mądrą ochronę środowiska, a my – spacerowicze – widowiskowe loty brzegówek nad rzeką i zwiększenie ochrony przed uciążliwymi latem owadami. Czyż tak nie mogłoby być? Oczywiście, napisałam i o tym do RDOS …

Fot. 8. Brzegówki w swojej kolonii. 28.07.2015

DSC_5146brzegowki

 

Zdjęcia i tekst: Hanna Żelichowska

Wisła bielańska

Są dwie rzeki w Polsce, które sprawiają że moje serce szybciej bije, kiedy jestem w ich pobliżu, a czas wręcz odwrotnie, dziwnie zwalnia… Te rzeki to księżniczka Biebrza i Królowa polskich oraz środkowoeuropejskich rzek- Wisła. Dziś chciałbym poświęcić trochę czasu tej drugiej.

Na warszawskich Bielanach słoneczna sobota, powiewają biało czerwone flagi (w końcu to dzisiaj jest ich święto) a tam, tuż obok miejskiej codzienności, za Lasem Bielańskim tak jak gdyby nigdy nic płynie Wisła. Od setek lat taka sama, nieuregulowana, piękna, dzika… Choć na odcinku warszawskim daje się zauważyć działalność ludzkiej ręki, to jednak jej charakter pozostaje bez zmian przez ten cały czas. Ten dzień to nie tylko Święto Flagi, to także święto tej rzeki. Każdy dzień, w którym Wisła może cieszyć oczy tysięcy ludzi swoim naturalnym charakterem jest świętem, świętem jej własnym, ale także świętem całej przyrody, która została ukształtowana w tym miejscu właśnie dzięki tej przepięknej wielkiej rzece.

To moje sobotnie spotkanie z Wisłą rozpoczęło się w miejscu, które najczęściej dowiedziałem z rodzicami w dzieciństwie- koniec ulicy Dewajtis, przejście pod Wisłostradą i jest… Nigdy nie planuję swojej wycieczki wcześniej. Tak było też i tym razem. Jako, że w weekendy (a szczególnie te długie) nad brzegiem roi się od wędkarzy postanowiłem udać się w kierunku piaskarni, na południe. Tam zawsze można liczyć na spokój, a jeśli spotka się jakiegoś człowieka to z pewnością będzie to zabłąkany wędkarz lub miłośnik przyrody. Nie inaczej było i tym razem. Jedyni ludzie, jakich widziałem to para spokojnie kroczących młodych ludzi trzymających się za ręce i podziwiających piękno wielkiej Wisły. Już po kilku krokach przemierzonych nad brzegiem moim uszom dał się słyszeć tak znajomy charakterystyczny głos „hididi” a nad wodą, bardzo spokojną tego dnia, ujrzałem dwa szybko lecące małe ptaszki, które usiadły na brzegu kilkanaście metrów dalej. Piskliwce są bardzo płochliwe i jak tylko pojawiałem się na horyzoncie od razu zwiewały. Nie chciałem ich zbytnio męczyć, ale one jakby na złość zawsze leciały w tym kierunku, w którym szedłem. Jak jedne zawróciły pojawiały się następne tak do samej piaskarni. Co prawda szedłem udeptaną ścieżką, ale mimowolnie spoglądałem pod nogi czy przypadkiem nie wymyśliły sobie zrobić w jej pobliżu gniazda. Tym bardziej, że ta ścieżka czasem oddalała się od brzegu na kilka ładnych metrów… kto wie czy nie przypadkiem 12?

Jak tylko zobaczyłem, że w tym miejscu jest tak dużo piskliwców stwierdziłem, że nie ma sensu im bez sensu przeszkadzać. Zrobiłem, więc tylko dwa przystanki – jeden by napawać się widokiem wygrzewających się w słońcu ptaków, siedzących na kamieniach po środku rzeki. Wśród nich widać było kormorany w swojej charakterystycznej pozie z rozłożonymi skrzydłami, obok nich mnóstwo śmieszek, kilka krzyżówek oraz ku mojemu zdziwieniu kilka rybitw białoskrzydłych. Widok był niesamowity, mógłbym tak zawieszony stać i gapić się w nieskończoność. No ale pamiętałem że nie należy przeszkadzać rodzinkom piskliwców, które pewnie z chęcią już usiadłyby na swoich jajach. Drugi przystanek to chwilowy moment na obserwację dwóch nurkujących krzyżówek przy samym brzegu. W ogóle nie przejmowały się moją obecnością. Ja wręcz przeciwnie, bardzo przejąłem się ich obecnością i musiałem chwile przystanąć by nacieszyć oko takim sympatycznym widokiem.

Po dojściu do piaskarnia przyszedł czas na decyzję, w którą stronę dalej iść. Pomyślałem, że w dół rzeki wybiorę się innym razem, w końcu tam zaraz będą bulwary i pełno ludzi. Wolałem poobserwować tę rzekę od bardziej dzikiej strony, niekoniecznie wśród tłumów. Zawróciłem, więc w stronę ulicy Dewajtis z tą jednak różnicą, że tym razem już szedłem ścieżką rowerową. Po co niecierpliwić te małe ptaki, niech mają trochę spokoju.

Nad rzekę zszedłem znów pod Wisłostradą. Tam sporo wędkarzy a więc i ptaków nie widać, kilka tylko mew latających nad wodą w poszukiwaniu rybek. Jednak sam szum rzeki i blask słońca odbijający się od jej delikatnych fal sprawiał, że w tym momencie na Świecie mogło nic więcej nie istnieć. W takich okolicznościach spotkanie z małą pliszką urastało do rangi wielkiego wydarzenia. Jej wdzięczne prężenie się na kamieniu nad samą wodą nie pozwalało ruszyć się z miejsca. Patrzyłem na nią chyba z 5 minut bez ruchu aż stwierdziła, że jej wystarczy i spokojnie odleciała.

Wędrowałem tak do samego mostu Północnego, po drodze mijając wielu wędkarzy. Słuchałem śpiewu sikorek, zięb, kosów, szpaków i wielu innych. Obserwowałem jak sroki zbierają patyczki na przytulne gniazdko. Na jednym z drzew siedział nieporuszony grzywacz, który z góry na mnie spoglądał i bacznie obserwował moje ruchy, tak jakby był strażnikiem Królowej Wisły. Na szczęście nie robiłem nic złego, więc strażnik nie miał powodu by mnie zaatakować i wyprowadzić z dworu swojej Pani.

Już pod sam koniec mojej sobotniej wycieczki, niedaleko mostu, niedaleko dwóch wędkarzy, nad samym brzegiem wśród świeżego błotka, biegała sobie mała sieweczka. Jakaż była moja radość, kiedy po chwilowej obserwacji nadleciała druga malutka istotka z tak charakterystyczną żółtą obwódką dookoła oka. Same do mnie podchodziły tak jakby chciały być sfotografowane dzisiejszego dnia. Kto wie, może szykują się do kariery w show biznesie? W końcu teraz modne są skoki do wody…

Tym oto bardzo sympatycznym spotkaniem z parą odważnych sieweczek skończył się mój nadwiślany sobotni spacer. Swoistym epilogiem było czwartkowe odwiedzenie cypelka za mostem by ujrzeć barkę przygotowaną na przylot rybitw. Jakie to cudowne uczucie oglądać jak na barce zasypanej piaskiem grzały sobie miejsce już dwie rybitwy- białoczelna i rzeczna. Tylko patrzeć jak zleci się ich więcej. To piękne, że są jeszcze ludzie, którym zależy na przyrodzie i losie zwierząt. To dzięki nim możemy oglądać tak dziką naturę tak blisko wielkiego miasta….

 

kilka ciekawszych zdjęć:

http://obrazki.elektroda.pl/9955995200_1431022102.jpg

http://obrazki.elektroda.pl/1739112900_1431022142.jpg

http://obrazki.elektroda.pl/6773122200_1431022184.jpg

http://obrazki.elektroda.pl/3061346600_1431022225.jpg

http://obrazki.elektroda.pl/4556663900_1431022256.jpg

http://obrazki.elektroda.pl/9826711900_1431022342.jpg

http://obrazki.elektroda.pl/3149868600_1431022481.jpg