Sobotni spacer nad Wisłą

Spacer przyrodniczy brzegiem Wisły
20.06.2015, Sobota! g.10.00
Spotykamy się: wylot ulicy Zaściankowej na Wilanowie przy wale przeciwpowodziowym,
Czas trwania: około 2 godzin,
Dystans spaceru: około 2 km,
Spacer jest bezpłatny!
Prowadzący: Robert Miciałkiewicz – znakomity ornitolog, znawca ptaków
Marta Jermaczek Sitak – ekolożka, przyrodniczka zajmująca się projektem odtwarzania łąk nadwiślańskich.

Proponujemy by sobotnie przedpołudnie spędzić nad Wisłą słuchając ptaków, chodząc po łąkach.

Podczas spaceru prowadzący opowiedzą o charakterze nadwiślańskiej przyrody. Przejdziemy obok łęgów i po łąkach zalewowych. Wypatrywać będziemy rzadkich gatunków roślin i ptaków takich jak czosnek kątowaty czy jarzębatka.

Spacer realizowany jest w ramach projektu: „Restytucja łąk zalewowych na warszawskim odcinku OSOP Natura 2000 Dolina Środkowej Wisły (PLB 140004)”. Projekt otrzymał dofinansowanie z Islandii, Lichtensteinu i Norwegii w ramach Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego 2009-2014.
Więcej informacji o projekcie na www.lakawarszawska.pl

11407058_861934513887022_8094120639474903440_n

Warszawskie kormorany

Kormorany wywołują we mnie ambiwalentne uczucia. Z jednej strony są wytrawnymi drapieżnikami, skutecznie polującymi na ryby w nurcie Wisły, z drugiej wyglądają niezgrabnie, gdy przesiadują na pniach albo konarach drzew, które ugrzęzły w nurcie rzeki. Z jednej strony spotykasz królewskie spojrzenie bystrych oczu, szmaragdowozielonych u dojrzałych ptaków, brązowych u młodzieży, z drugiej widzisz prozaiczne kacze łapy u spodu. Arystokratyczny wygląd podkreślony smokingiem ciemnego upierzenia nie konweniuje z nieprzyjemnym krakaniem i ze stadnymi zachowaniami, które jako żywo kojarzą się z wyjściem kibiców Legii albo Polonii po przegranym meczu. Szybko latają. Są bystre, inteligentne. Potrafią wspólnie polować na ryby. Byłem świadkiem takich zachowań w rezerwacie Łachy Brzeskie.

 Kormoran z profilu

Kormoran en face

SONY DSC

SONY DSC

Kormorany należą do ptaków wędrownych, ale coraz częściej rezygnują z jesiennych odlotów ku łagodniejszym strefom klimatycznym, skuszone łatwością przeżycia zimy w Warszawie i okolicach. Wędrując tworzą stada liczące po kilkaset osobników. Wzlatując ponad Wisłę, potrafią zacienić krajobraz. To robi wrażenie.

 Jesienny przelot kormoranów nad Wyspami Świderskimi

Słabą stroną kormoranów są pióra, które podczas nurkowania nasiąkają wodą. Po polowaniu zasiadają na konarach i rozpościerają skrzydła ku słońcu, by je wysuszyć. Jeśli robią to stadnie, wówczas przywodzą na myśl skojarzenia z plażą pełną ludzi, albo z posiedzeniami polskiego parlamentu – bywa, że kormorany ustawione w jednym rzędzie zdają się debatować.

 Debata

Chwila zastanowienia

Zamieszanie przed głosowaniem

Niektóre bieliki upodobały sobie polowania na takie przemoknięte kormorany, ponieważ ich nasiąknięte wodą skrzydła i pióra bardzo utrudniają poderwanie się do lotu i ucieczkę. Zdesperowane ptaki ratują się wtedy nurkowaniem, ale po kilkunastu zanurzeniach tracą siły i stają się łatwym łupem.

Ich obecność w krajobrazie Wisły jest zapowiedzią nieoczekiwanych wrażeń, często refleksyjnych, czasem ulotnych, uchwytnych w ułamku sekundy, wymagających od obserwatora nieustającej czujności. Minimalnie spóźnione naciśnięcie migawki odbiera zdjęciu ów subtelny nastrój chwili, którego nie da się już nadrobić. Jeśli jednak trafisz, wrażenie bywa interesujące jak podczas pewnego wrześniowego spaceru zamgloną plażą Wysp Świderskich w świetle wschodzącego słońca, w krajobrazie gasnącym pod naporem nadbiegających z północy zimowych chmur.

Kormorany na tle nadciągającej nawałnicy

Kormorany w słońcu

 

Bobry wiślane

Bobry ciekawią mnie od dawna. Jeszcze w ubiegłym stuleciu ich polska populacja była na granicy wymarcia. Spotkanie z nimi należało do rzadkości. Pływając kajakiem rzekami i jeziorami Warmii, Mazur, Suwalszczyzny,Kujaw czy Pomorza, widywałem od czasu do czasu tamy, kopce żeremi, albo obszerne nory w brzegach, których używane wyjścia zawsze były pod wodą. Jednakże nigdy nie udawało mi się zobaczyć samych bobrów. Dopiero spacery nad Wisłą, której piękno odkryłem na powrót przypadkiem, a nie dlatego, że kierował mną jakikolwiek zamiar, jadąc rowerem wzdłuż Jeziorki z Konstancina, dały tę niepowtarzalną – na początku tak sądziłem – okazję fotografowania bobrów.

 Wiślane bobry, przez swoją liczebność i ekspansywność, okazały się pospolite i nie tak płochliwe, jak jeszcze kilkadziesiąt lat wcześniej, kiedy były tępione z powodu nieistotnych szkód rolnych powodowanych zalaniami przez spiętrzone tamami strumienie.

Pierwszą fotografię bobra zrobiłem przypadkiem, przejeżdżając mostkiem nad Jeziorką pod tężnie uzdrowiskowe w Konstancinie-Jeziornie. Płynął sobie pod prąd Jeziorki ku wykrotom drzew w zakolach i rozlewiskach. Pierwszy cyfrowy Kodak, jakim się posługiwałem, długo się uruchamiał, więc bóbr zdążył odpłynąć pod gałęzie obsypane drobnymi listkami.

 Bóbr konstanciński

Kolejne spotkanie z bobrem przytrafiło mi się podczas marcowego spaceru brzegiem Wisły w okolicach Załęża, w rezerwacie Łachy Brzeskie. Obserwując gody rzecznego ptactwa na obszernej łasze jasnego piasku, zauważyłem falę odbiegającą spod brzegu ku środkowi rzeki. Najpierw pomyślałem: – Gałąź utknęła na mieliźnie. Fala jednak przemieszczała się powoli w górę rzeki. Wyjrzałem znad krawędzi brzegu i zobaczyłem dorodnego bobra, który płynął pracowicie ku odległym wykrotom podmytych topól. Nie zastanawiając się, podbiegłem kilkadziesiąt metrów dalej i zasadziłem się na niego za osłoną osypującej się darni. Słońce akurat pięknie wzeszło znad drzew przeciwległego brzegu, zalewając rzekę światłem zmiękczonym przez delikatne mgiełki tańczące nad wodą. Bóbr wpłynął w kadr, migawka trzasnęła. Bóbr zanurkował, ale woda okazała się zbyt płytka, więc po chwili wynurzył się i kontynuował swój mozolny spacer. Nie ścigałem go. Z kilkunastu zdjęć tylko dwa okazały się udane: jego portret w świetle wschodzącego słońca i gdy odpływał pod obsuwający się fragment brzegu.

 Bóbr załężański

Po tym niecodziennym spotkaniu długo czekałem na kolejne spotkanie, podczas którego sfotografowałem bobrzego oseska w odnodze przegrodzonej tamą z przywleczonych przez dorosłe bobry gałęzie i rzecznego mułu. Odpływał ku norze w świetle dojrzałego dnia. Zdążyłem go złapać w kadr tylko raz.

 Osesek

Najbardziej nieoczekiwane i przypadkowe zdjęcia wyszły mi wówczas, gdy próbując uwiecznić krajobraz Wisły za swoją ulubioną zatoką śmiałego bolenia, dostrzegłem kątem oka smukły rybi kształt sunący nad złocistym piaskiem rzecznego dna, tuż pod skarpą, w której jaskółki brzegówki urządziły kolonię lęgową. W pierwszej chwili pomyślałem, że to sum albo boleń. W kadrze ujrzałem jednak głowę bobra. Aparat zagrzał mi się w ręku. Zanim bóbr dostrzegł moją obecność, zdążyłem zrobić kilka szybkich zdjęć, nie starając się czegokolwiek aranżować. Bóbr zanurkował i straciłem go z oczu. Tym razem miał gdzie się ukryć.

 SONY DSC

Nieopodal Gass jest interesująca kępa zarośnięta wikliną. Nurt Wisły rozciął ją w poprzek, otwierając niewielką plażę. Kępę od nadrzecznej skarpy oddziela odnoga z wartko płynącą wodą. To miejsce stało się rodzinnym kąpieliskiem bobrów. Zarośla nawłoci i wrotyczu ułatwiają obserwację bobrowych figlów. Bywa, że spotykam tutaj kilkanaście osobników jednocześnie pływających w odnodze lub na otwartej przestrzeni Wisły za kępami, spacerujących brzegiem , czyszczących futra i maszczących je bobrowym strojem na piasku, spławiających gałęzie wikliny ku norom.

 SONY DSC

Kolejnym rodzinnym miejscem bobrów jest sezonowa (z powodu płytkiej odnogi nurtu, która wysycha na pieprz przy niskim stanie Wisły) wyspa, która leży naprzeciwko ujścia Świdra i jednej z najpiękniejszych wysp rezerwatu Wyspy Świderskie. O świcie bobry uciekają ze ścieżki, która wiedzie nad wodę. Najpierw dostrzegasz bure truchtające kształty, a potem słyszysz szelest rozgarnianych łodyg trawy, nawłoci, wrotyczu. Wyspa ma w sobie tyle kryjówek, że spotkanie cichnie równie nagle jak się zaczęło. O tym że na tej wyspie są bobry, zaświadczają poranione i powalone topole, wierzby, osiki, klony, pocięte łodygi młodych drzew i wiklin, ześlizgi ku wodzie, ślady łap z błonami między palcami odciśnięte w piasku, wykopane pod darnią nory. Jeśli są zamieszkane, piasek u ich wejścia jest zwykle świeży albo wydeptany. Jeśli nie, z czasem po norach pozostają obsuwające się korytarze. Trzeba patrzeć pod nogi, idąc brzegiem Wisły, aby nie wpaść w taką porzuconą norę albo korytarz pod darnią. Najbezpieczniej korzystać z przetartych ścieżek i unikać gąszczu.

 Ostatnie spotkanie z bobrem przytrafiło mi się wczoraj nieopodal Ciszycy, w miejscu, gdzie nurt Wisły, opłynąwszy mieliznę, minąwszy ciekawą zatokę wzdłuż wału, napiera na ostrogę i wzniesienie brzegu. Bóbr płynął z nurtem wprost na obiektyw. Silne światło majowego słońca sprzyjało, jednakże w ciszy poranka trzask migawki skrócił sesję fotograficzną do kilku chwil. Bóbr zanurkował. Na nic czekanie. Miał gdzie się ukryć.

 Bóbr z CiszycyPlecy bobra z Ciszycy

Przestało być też sztuką sfotografowanie bobrów w centrum Warszawy. Coraz ich więcej pod mostami i wzdłuż brzegów Powiśla czy Pragi. Miejskie bobry mało co robią sobie z obecności spacerowiczów. Wisła, mimo presji urbanistycznej, nadal więc czaruje, a my – jej wielbiciele – bywamy ciągle zaskakiwani.

Bóbr warszawski

Ławice Kiełpińskie

Zachęcony książką „Oblicza Wisły” zajrzałem do rezerwatu Ławice Kiełpińskie. Z Ursynowa do pokonania kawałek drogi, na szczęście Wisłostradą, która pod koniec nocy kojarzy się z widokiem Sydney w końcowej scenie filmu „Ostatni brzeg”: bez ludzi i samochodów. Rezerwat powołano do życia w 1998 r. wraz z innymi rezerwatami doliny Wisły od Góry Kalwarii po Nowy Dwór Mazowiecki. Zaczyna się w granicach Warszawy, nieopodal pałacu Brühla w Lasku Młocińskim, biegnie ku zakolu, w którym Wisła zmienia bieg z północno-zachodniego na zachodni, a kończy pod Czosnowem. Nad samym łukiem zakola Poniatowscy urządzili przepiękny park w stylu angielskim, który otoczył pałacowe zabudowania urodą dorównujące Łazienkom. Budynki przyjęły obecny kształt architektoniczny na przełomie XVIII i XIX wieku. Świadomość bliskości tego miejsca, tak bardzo kojarzącego się Józefem Poniatowskim, powoduje głębsze przeżywanie nastroju Wisły o świcie, bowiem tu działa się historia.

 

Na miejsce pierwszego postoju wybrałem pobocze drogi nieopodal kapliczki i placu do ćwiczeń jazdy konnej w Kępie Kiełpińskiej. Stąd tylko kilka kroków do wału przeciwpowodziowego. Schodząc zeń zanurzasz się w starym łęgu z ogromnymi czarnym topolami i topolami kanadyjskimi. Jednakże z tego miejsca nie widać ogrodu w Jabłonnie. To przez wyspy. Zszedłszy ze skarpy, otrząsnąwszy się z wody opadającej z listowia wierzb, jesionolistnych klonów (gatunku inwazyjnego), trafiasz przy niskim stanie wody na spękany zasuszony muł przykrywający wiślany piasek, pomiędzy kępy mozgi trzcinowatej i zarośla wszędobylskiej wikliny. Obok milcząco płynie woda bocznej odnogi Wisły, oddzielając plażę od ciemnego kształtu wyspy.

 Tajemnicza odnoga

Brzask zwolna wypełniał krajobraz delikatną poświatą, gdy szedłem granicą piasku i wody. Księżyc w nowiu wisiał nad łęgiem i delikatną mgłą. Wokół trwał niezwykle nasycony ptasi koncert urozmaicany skrzekliwym pianiem kogutów bażantów, werblami dzięciołów, pokrzykiwaniem mew i rybitw dochodzącym spoza ciemnych konturów wyspy. W oddali mignął koziołek, uchodząc w zarośla. Za nim, porzuciwszy błotną kąpiel, pobiegła wataha dzików.

 Koziołek kiełpiński

Uświadomiłem sobie, że jeśli nie przyspieszę kroku, stracę misterium świtu. Drzewa na wyspie tworzą z łęgiem brzegu dolinę, którą o wschodzie słońca długo spowija głęboki cień. Wróciłem więc do lasu i po kilku zakrętach ścieżki wiodącej na południe zobaczyłem przesmyk między dwiema wyspami. Był suchy i wypełniony białym wiślanym piaskiem. Silny brzask zwiastował wzejście słońca. Jednakże w tym miejscu również nie ma głównego nurtu – za przesmykiem i kolejną odnogą rzeki widać następną wyspę, która zasłania widok na rezydencję Poniatowskich w Jabłonnie.

 Przesmyk między kępami

Wisła otwiera się bliżej centrum Łomianek. Wyspy ustępują miejsca szerokiej rzecznej dolinie. Woda, gdy nie ma wiatru, płynie pod niezmąconym lustrem, w którym odbijają się kępy rezerwatu, strome brzegi z osuniętymi, podmytymi lub podkopanymi przez bobry drzewami. Powolny nurt omywa mielizny, po których spacerują brodźce, rybitwy, biegusy, piskliwce, sieweczki… Stojąc na plaży, masz wrażenie zanurzenia się w krajobrazie. Wszędzie unosi się zapach majowej wody i oczeretów. Delikatna mgła zmiękcza obrazy rzeki, łagodząc ostre światło słońca. Jednakże misterium majowego świtu i wschodu słońca kończy się jak z bicza trzasnął.

 Ławice Kiełpińskie pod Jabłonną

Tydzień później wybrałem sobie miejsce obok Jeziora Dziekanowskiego. Za wałem jest więcej łąk przylegających do przerzedzonego łęgu. Dzięki łąkom słychać tutaj derkacze, świerszczaki, gąsiorki, skowronki… Ptasi chór wydaje się bogatszy niż w łęgu nad zakolem rzeki w Jabłonnie. Wschodzące słońce oświetla Wisłę nie w poprzek lecz wzdłuż jej nurtu. Przez to jej obraz wydaje się rozleglejszy.

 Gąsiorek

Wisła w świetle słońca wschodzącego nad Jabłonną

Szlak wiedzie brzegiem Wisły pomiędzy topolami o monstrualnie rozpiętych konarach i umarłymi wierzbami, których nagie pozbawione listowia szkielety sterczą w rozbuchanej zieleni łęgu. Wiele drzew zalega w zaroślach, dostarczając schronienia owadom, zwierzętom, egzotycznym grzybom, nowym roślinom. Życie w łęgu zdaje się trwać krótko, lecz dzieje się niezwykle intensywnie.

Ścieżka w kierunku Łomianek wiedzie do postoju łodzi.

Wiślane łodzie

Wyspy na środku szeroko rozlanej rzeki przyciągają czaple i kormorany. Mniej zurbanizowane otoczenie zwiększa szanse spotkania bielików i rybołowów. Majowa Wisła, gdy patrzysz nań wczesnym rankiem pod coraz bardziej oślepiające słońce, urzeka podzwrotnikową egzotyką, szczególnie wtedy, gdy niebo zdobią malownicze ławice chmur a wodę ich odbicia.

 Egzotyka Wisły

Ławice Kiełpińskie w Dziekanowie

Flauta, która sprowadza nad rzekę spokój i nastraja do zadumy, sprawia, że konieczność powrotu do domu boli.

Ciekawe ptaki nad Wisłą.

W zeszłym tygodniu obserwowałam nad Wisłą ptaki, które były podobne do mew, ale trochę od nich inne. Mam dość słabe zdjęcia, które załączam – niestety te ptaki są bardzo szybkie i ciężko nadążyć za nimi z obiektywem 🙂

Może ktoś podpowie co to za ptaki?

IMGP4886

IMGP4891

75 sadzonek krzewów nad Wisłą

W niedzielę o 10:30 rozpoczęliśmy akcję sadzenia krzewów. Mimo nieprzyjemnej pogody przyszło aż 16 osób, chętnych do pomocy. Dzięki temu wszystkie sadzonki zostały zasadzone w ok. pół godziny! Dziękujemy bardzo wszystkim wolontariuszom za udział w akcji.

W związku z dużym zainteresowaniem planujemy powtórzyć akcję na jesieni, o szczegółach będziemy na bieżąco informować na tej stronie oraz na fan page’u Wisła Warszawska na facebooku.

11230195_870230316357062_1736031252_o 11242762_870230696357024_982762154_o 11229518_870230686357025_1193656174_o 11227310_870230703023690_2089807395_o 11215418_870230336357060_389360688_o

Autorem wszystkich zdjęć jest Konrad Holzer.

Poszukujemy wolontariuszy do pomocy w niedzielę

W najbliższą niedzielę – 10 maja – organizujemy w ramach projektu akcję sadzenia krzewów – głogu oraz dzikich róż w łęgach nadwiślańskich. Nasadzenia tych kolczystych krzewów mają za zadanie zredukować antropopresję wywieraną przez okoliczne kawiarnie i puby na nadwiślańskie łęgi. Dodatkowo są to krzewy o jadalnych owocach, zwiększą więc też bazę pokarmową dla wielu mieszkańców łęgów, same w sobie mogą też stanowić potencjalne miejsca gniazdowania.

Potrzebujemy pomocy w posadzeniu krzewów – może ktoś z Was ma wolną niedzielę i będzie mógł pomóc?

Spotykamy się 10 maja (niedziela) o 10.30 pod Mostem Poniatowskiego – okolice baru Plażowa. Zapewniamy sadzonki, wiaderka i szpadle, więc wystarczy sama chęć i obecność!

Będziemy wdzięczni za potwierdzenie wcześniejsze kto może być na mail: spolecznosc.wisla@gmail.com (ale niezapowiedziani goście też mile widziani).

2015-04-10-DSC_4372nxDA

 

Zakątek bobrów w rezerwacie Wyspy Świderskie

Wisła niejedno ma oblicze. Wiśle niejedno na imię. Wystarczy zajrzeć o świcie podczas różnych pór roku w to samo miejsce, by przekonać się, jak pospolity – zdawałoby się – widok nizinnej rzeki zaskakuje nastrojem godnym pejzaży tworzonych rękami impresjonistów albo artystów renesansu.

 Lubię zaglądać w zakątek łęgu rozłożony po lewej stronie przeprawy promowej w Gassach. Można doń dotrzeć ścieżką przez wiklinowe zarośla wzdłuż brzegu, płosząc przy okazji bobry, szare i białe czaple polujące na mieliznach obok, bystre lecz płochliwe tracze, dzikie kaczki, rybitwy przylatujące z sąsiedztwa, nawet zimorodka sprawdzającego okoliczne strugi. Przy niskim stanie wody bez trudu przechodzi się nad wąskimi strumieniami, sączącymi się spod zarośniętej skarpy poszarpanej norami i korytarzami wykopanymi przez bobry. Przy średnim lepiej zawrócić, by nie ugrzęznąć w mule. Wtedy wypada, minąwszy groteskowe wierzby, spróbować dojść od strony wału przeciwpowodziowego piaszczystą drogą rozjechaną przez quady.

 Spotkanie z sarnami wśród białodrzewów i topól szarych, czarnych czy brodawkowatych, tworzących łęg, albo z bobrami buszującymi w zastoinach wody u stóp tych drzew wielce prawdopodobne jest. Czasem odnoszę wrażenie, iż bobrów ostatnio więcej niż ryb w Wiśle. Pomyśleć, że jeszcze w ubiegłym stuleciu były na skraju całkowitego wyginięcia. Te zwierzęta fascynują. Obserwuję od lat ich dobroczynny wpływ na stan lasu i bogactwo przyrody w dorzeczu górnej Łyny od jej źródeł po granice Olsztyna. To dzięki nim, między innymi, spotkanie bielików, czarnych bocianów, żurawi, wilków, rysiów, łosi, wydr przestało być wydarzeniem.

 Obie ścieżki wiodą ku nadrzecznej skarpie, opadającej stromo ku bocznej odnodze nurtu, za którą są dwie kępy zarośnięte zwartą wikliną. Rozdziela je woda spychana ku brzegowi przez napierający główny prąd Wisły. W tę przerwę o każdej porze roku zagląda wschodzące słońce. Stanąwszy na skraju urwiska za osłoną bujnej nawłoci i wrotyczu, można do woli fotografować figlujące bobry, które upodobały sobie właśnie ową skarpę i wiklinowe kępy. Zmęczone nurkowaniem wychodzą na piaszczystą plażę i maszczą futro bobrowym strojem.

 W odnogę wpływają też rapy (bolenie), drapieżne ryby zaliczane do rodziny karpiowatych. Ich widowiskowe wyskoki ponad wodę zakończone uderzeniem ogona i wielkim rozbryzgiem dorównują uderzeniom płetwy ogonowej bobrów, które ostrzegają się w ten sposób przed dostrzeżonym niebezpieczeństwem, zwykle utożsamianym z nadmiernie ciekawskim fotografem.

 Jeśli ktoś chciałby wyobrazić sobie to miejsce, nie wychodząc z domu, niechaj spojrzy na pierwszy kadr z bobrami i dwiema kępami na tle wiosennej burzy tego oto filmu: http://wislawarszawska.pl/artykul-245-Film_przyrodniczy_Wisla_Warszawska. To dokładnie ten zakątek (albo identyczny).

 Owo miejsce może więc wyglądać prozaicznie wiosennie, jak na tym zdjęciu:http://www.panoramio.com/photo/91659054, ale może też fascynować nierealnym wręcz – zdawałoby się – nastrojem listopadowej jesieni, jak na tym zdjęciu:http://www.panoramio.com/photo/113472575.

Wisła – Wyspy Świderskie

Pięknie Piotr opisał to co przeżywamy o wschodzie nad Wisłą. Nic dodać, nic ująć. Tak właśnie jest. Niecodzienne przeżycia, wspaniałe widowisko. Potężna, nieujarzmiona  Wisła nawet w okresach suszy w niektórych miejscach, jak np. na ostrodze  w Kępie Oborskiej niedaleko ujścia Jeziorki tworzy niebezpieczne wiry. Taki jest urok naszej Wisły, na szczęście jeszcze nieoblanej betonem. Kwietniowa Wisła ma swoje niepowtarzalne uroki.

Wyspy Świderskie i Łachy Brzeskie

Jest jedno miejsce nad Wisłą, które od lat przykuwa moją uwagę. To stara i tylko sezonowo czynna przeprawa promowa w Gassach, oblegana głównie przez wędkarzy. Podczas powodzi podjazd i miejsce cumowania promu są zalane. Przez betonowe płyty przelewa się wtedy burzliwa masa wodna, spychając wszystko co żywe i martwe ze swojej drogi.

Jest to także miejsce, skąd wyruszam ku Górze Kalwarii, by zanurzyć się w krajobrazie południowej części Wysp Świderskich i Łachy Brzeskiej; sąsiadujących ze sobą rezerwatów przyrody. Najdogodniej pójść koroną wału przeciwpowodziowego. O świcie umożliwia wgląd w krajobraz Wisły płynącej tuż tuż obok. Dopiero za przepustem w wale i rozlewiskami przylegającymi do głównego nurtu pojawia się ścieżka w łęgu, wiodąca nad wydzieloną z nurtu przez opaskę i ostrogę zatoczkę, w której często odpoczywają stada dzikiego ptactwa. To też jest miejsce nawiedzane przez wędkarzy. O świcie epatuje nastrojem i kolorami krajobrazu. Tutaj można zakończyć łatwiejszą część spaceru.

 Żądni przygód i nieoczekiwanych bliskich spotkań z dzikami, sarnami, jeleniami, lisami, bobrami pójdą dalej przez rozległe łąki pocięte siecią gruntowych dróg między rzeką a łęgiem i wałem przeciwpowodziowym, by zabrnąć za kolejną Zatoką Śmiałego Bolenia (tak ją sobie nazwałem w swojej własnej imaginacji, widząc te szalone ryby w potężnych wyskokach ponad taflę wody) w łany nawłoci, wrotyczu, głogów, trzcin i wszelakiego innego zielska porastającego pagórki, wypłukane wezbraną wodą doły, rowy, bagniste zalewiska. Tam spotkanie dzikich zwierząt i niecodziennych ptaków: dzięciołów czarnych, zielonych, pstrych, dużych, gąsiorków, wilg, trznadli, remizów, pewniejsze, a przypływ adrenaliny gwarantowany. Z krawędzi brzegów zaś łatwiej wypatrzyć mieszkańców pobliskich mielizn i łach, których najpierw długo słychać. Harmider podczas godów i lęgów mew, rybitw, siewek, niesie się nad rzeką daleko. Nastrój kwietniowej i majowej Wisły ma w sobie wtedy i w tym miejscu coś naprawdę egzotycznego. Wystarczy tam dojść o świcie, na chwilę przystanąć, zamknąć oczy, wsłuchać się.

 Dla mnie jednak najpiękniejsza bywa chwila, w której krajobraz zastyga i zamyśla się, jak tutaj:

http://www.panoramio.com/photo/118483377

albo wciela się w rolę malarza pejzażu, jak tutaj:

http://www.panoramio.com/photo/118483331.