O Piotr Karkoszka

Freelancer

Ławice Kiełpińskie

Zachęcony książką „Oblicza Wisły” zajrzałem do rezerwatu Ławice Kiełpińskie. Z Ursynowa do pokonania kawałek drogi, na szczęście Wisłostradą, która pod koniec nocy kojarzy się z widokiem Sydney w końcowej scenie filmu „Ostatni brzeg”: bez ludzi i samochodów. Rezerwat powołano do życia w 1998 r. wraz z innymi rezerwatami doliny Wisły od Góry Kalwarii po Nowy Dwór Mazowiecki. Zaczyna się w granicach Warszawy, nieopodal pałacu Brühla w Lasku Młocińskim, biegnie ku zakolu, w którym Wisła zmienia bieg z północno-zachodniego na zachodni, a kończy pod Czosnowem. Nad samym łukiem zakola Poniatowscy urządzili przepiękny park w stylu angielskim, który otoczył pałacowe zabudowania urodą dorównujące Łazienkom. Budynki przyjęły obecny kształt architektoniczny na przełomie XVIII i XIX wieku. Świadomość bliskości tego miejsca, tak bardzo kojarzącego się Józefem Poniatowskim, powoduje głębsze przeżywanie nastroju Wisły o świcie, bowiem tu działa się historia.

 

Na miejsce pierwszego postoju wybrałem pobocze drogi nieopodal kapliczki i placu do ćwiczeń jazdy konnej w Kępie Kiełpińskiej. Stąd tylko kilka kroków do wału przeciwpowodziowego. Schodząc zeń zanurzasz się w starym łęgu z ogromnymi czarnym topolami i topolami kanadyjskimi. Jednakże z tego miejsca nie widać ogrodu w Jabłonnie. To przez wyspy. Zszedłszy ze skarpy, otrząsnąwszy się z wody opadającej z listowia wierzb, jesionolistnych klonów (gatunku inwazyjnego), trafiasz przy niskim stanie wody na spękany zasuszony muł przykrywający wiślany piasek, pomiędzy kępy mozgi trzcinowatej i zarośla wszędobylskiej wikliny. Obok milcząco płynie woda bocznej odnogi Wisły, oddzielając plażę od ciemnego kształtu wyspy.

 Tajemnicza odnoga

Brzask zwolna wypełniał krajobraz delikatną poświatą, gdy szedłem granicą piasku i wody. Księżyc w nowiu wisiał nad łęgiem i delikatną mgłą. Wokół trwał niezwykle nasycony ptasi koncert urozmaicany skrzekliwym pianiem kogutów bażantów, werblami dzięciołów, pokrzykiwaniem mew i rybitw dochodzącym spoza ciemnych konturów wyspy. W oddali mignął koziołek, uchodząc w zarośla. Za nim, porzuciwszy błotną kąpiel, pobiegła wataha dzików.

 Koziołek kiełpiński

Uświadomiłem sobie, że jeśli nie przyspieszę kroku, stracę misterium świtu. Drzewa na wyspie tworzą z łęgiem brzegu dolinę, którą o wschodzie słońca długo spowija głęboki cień. Wróciłem więc do lasu i po kilku zakrętach ścieżki wiodącej na południe zobaczyłem przesmyk między dwiema wyspami. Był suchy i wypełniony białym wiślanym piaskiem. Silny brzask zwiastował wzejście słońca. Jednakże w tym miejscu również nie ma głównego nurtu – za przesmykiem i kolejną odnogą rzeki widać następną wyspę, która zasłania widok na rezydencję Poniatowskich w Jabłonnie.

 Przesmyk między kępami

Wisła otwiera się bliżej centrum Łomianek. Wyspy ustępują miejsca szerokiej rzecznej dolinie. Woda, gdy nie ma wiatru, płynie pod niezmąconym lustrem, w którym odbijają się kępy rezerwatu, strome brzegi z osuniętymi, podmytymi lub podkopanymi przez bobry drzewami. Powolny nurt omywa mielizny, po których spacerują brodźce, rybitwy, biegusy, piskliwce, sieweczki… Stojąc na plaży, masz wrażenie zanurzenia się w krajobrazie. Wszędzie unosi się zapach majowej wody i oczeretów. Delikatna mgła zmiękcza obrazy rzeki, łagodząc ostre światło słońca. Jednakże misterium majowego świtu i wschodu słońca kończy się jak z bicza trzasnął.

 Ławice Kiełpińskie pod Jabłonną

Tydzień później wybrałem sobie miejsce obok Jeziora Dziekanowskiego. Za wałem jest więcej łąk przylegających do przerzedzonego łęgu. Dzięki łąkom słychać tutaj derkacze, świerszczaki, gąsiorki, skowronki… Ptasi chór wydaje się bogatszy niż w łęgu nad zakolem rzeki w Jabłonnie. Wschodzące słońce oświetla Wisłę nie w poprzek lecz wzdłuż jej nurtu. Przez to jej obraz wydaje się rozleglejszy.

 Gąsiorek

Wisła w świetle słońca wschodzącego nad Jabłonną

Szlak wiedzie brzegiem Wisły pomiędzy topolami o monstrualnie rozpiętych konarach i umarłymi wierzbami, których nagie pozbawione listowia szkielety sterczą w rozbuchanej zieleni łęgu. Wiele drzew zalega w zaroślach, dostarczając schronienia owadom, zwierzętom, egzotycznym grzybom, nowym roślinom. Życie w łęgu zdaje się trwać krótko, lecz dzieje się niezwykle intensywnie.

Ścieżka w kierunku Łomianek wiedzie do postoju łodzi.

Wiślane łodzie

Wyspy na środku szeroko rozlanej rzeki przyciągają czaple i kormorany. Mniej zurbanizowane otoczenie zwiększa szanse spotkania bielików i rybołowów. Majowa Wisła, gdy patrzysz nań wczesnym rankiem pod coraz bardziej oślepiające słońce, urzeka podzwrotnikową egzotyką, szczególnie wtedy, gdy niebo zdobią malownicze ławice chmur a wodę ich odbicia.

 Egzotyka Wisły

Ławice Kiełpińskie w Dziekanowie

Flauta, która sprowadza nad rzekę spokój i nastraja do zadumy, sprawia, że konieczność powrotu do domu boli.

Zakątek bobrów w rezerwacie Wyspy Świderskie

Wisła niejedno ma oblicze. Wiśle niejedno na imię. Wystarczy zajrzeć o świcie podczas różnych pór roku w to samo miejsce, by przekonać się, jak pospolity – zdawałoby się – widok nizinnej rzeki zaskakuje nastrojem godnym pejzaży tworzonych rękami impresjonistów albo artystów renesansu.

 Lubię zaglądać w zakątek łęgu rozłożony po lewej stronie przeprawy promowej w Gassach. Można doń dotrzeć ścieżką przez wiklinowe zarośla wzdłuż brzegu, płosząc przy okazji bobry, szare i białe czaple polujące na mieliznach obok, bystre lecz płochliwe tracze, dzikie kaczki, rybitwy przylatujące z sąsiedztwa, nawet zimorodka sprawdzającego okoliczne strugi. Przy niskim stanie wody bez trudu przechodzi się nad wąskimi strumieniami, sączącymi się spod zarośniętej skarpy poszarpanej norami i korytarzami wykopanymi przez bobry. Przy średnim lepiej zawrócić, by nie ugrzęznąć w mule. Wtedy wypada, minąwszy groteskowe wierzby, spróbować dojść od strony wału przeciwpowodziowego piaszczystą drogą rozjechaną przez quady.

 Spotkanie z sarnami wśród białodrzewów i topól szarych, czarnych czy brodawkowatych, tworzących łęg, albo z bobrami buszującymi w zastoinach wody u stóp tych drzew wielce prawdopodobne jest. Czasem odnoszę wrażenie, iż bobrów ostatnio więcej niż ryb w Wiśle. Pomyśleć, że jeszcze w ubiegłym stuleciu były na skraju całkowitego wyginięcia. Te zwierzęta fascynują. Obserwuję od lat ich dobroczynny wpływ na stan lasu i bogactwo przyrody w dorzeczu górnej Łyny od jej źródeł po granice Olsztyna. To dzięki nim, między innymi, spotkanie bielików, czarnych bocianów, żurawi, wilków, rysiów, łosi, wydr przestało być wydarzeniem.

 Obie ścieżki wiodą ku nadrzecznej skarpie, opadającej stromo ku bocznej odnodze nurtu, za którą są dwie kępy zarośnięte zwartą wikliną. Rozdziela je woda spychana ku brzegowi przez napierający główny prąd Wisły. W tę przerwę o każdej porze roku zagląda wschodzące słońce. Stanąwszy na skraju urwiska za osłoną bujnej nawłoci i wrotyczu, można do woli fotografować figlujące bobry, które upodobały sobie właśnie ową skarpę i wiklinowe kępy. Zmęczone nurkowaniem wychodzą na piaszczystą plażę i maszczą futro bobrowym strojem.

 W odnogę wpływają też rapy (bolenie), drapieżne ryby zaliczane do rodziny karpiowatych. Ich widowiskowe wyskoki ponad wodę zakończone uderzeniem ogona i wielkim rozbryzgiem dorównują uderzeniom płetwy ogonowej bobrów, które ostrzegają się w ten sposób przed dostrzeżonym niebezpieczeństwem, zwykle utożsamianym z nadmiernie ciekawskim fotografem.

 Jeśli ktoś chciałby wyobrazić sobie to miejsce, nie wychodząc z domu, niechaj spojrzy na pierwszy kadr z bobrami i dwiema kępami na tle wiosennej burzy tego oto filmu: http://wislawarszawska.pl/artykul-245-Film_przyrodniczy_Wisla_Warszawska. To dokładnie ten zakątek (albo identyczny).

 Owo miejsce może więc wyglądać prozaicznie wiosennie, jak na tym zdjęciu:http://www.panoramio.com/photo/91659054, ale może też fascynować nierealnym wręcz – zdawałoby się – nastrojem listopadowej jesieni, jak na tym zdjęciu:http://www.panoramio.com/photo/113472575.

Wyspy Świderskie i Łachy Brzeskie

Jest jedno miejsce nad Wisłą, które od lat przykuwa moją uwagę. To stara i tylko sezonowo czynna przeprawa promowa w Gassach, oblegana głównie przez wędkarzy. Podczas powodzi podjazd i miejsce cumowania promu są zalane. Przez betonowe płyty przelewa się wtedy burzliwa masa wodna, spychając wszystko co żywe i martwe ze swojej drogi.

Jest to także miejsce, skąd wyruszam ku Górze Kalwarii, by zanurzyć się w krajobrazie południowej części Wysp Świderskich i Łachy Brzeskiej; sąsiadujących ze sobą rezerwatów przyrody. Najdogodniej pójść koroną wału przeciwpowodziowego. O świcie umożliwia wgląd w krajobraz Wisły płynącej tuż tuż obok. Dopiero za przepustem w wale i rozlewiskami przylegającymi do głównego nurtu pojawia się ścieżka w łęgu, wiodąca nad wydzieloną z nurtu przez opaskę i ostrogę zatoczkę, w której często odpoczywają stada dzikiego ptactwa. To też jest miejsce nawiedzane przez wędkarzy. O świcie epatuje nastrojem i kolorami krajobrazu. Tutaj można zakończyć łatwiejszą część spaceru.

 Żądni przygód i nieoczekiwanych bliskich spotkań z dzikami, sarnami, jeleniami, lisami, bobrami pójdą dalej przez rozległe łąki pocięte siecią gruntowych dróg między rzeką a łęgiem i wałem przeciwpowodziowym, by zabrnąć za kolejną Zatoką Śmiałego Bolenia (tak ją sobie nazwałem w swojej własnej imaginacji, widząc te szalone ryby w potężnych wyskokach ponad taflę wody) w łany nawłoci, wrotyczu, głogów, trzcin i wszelakiego innego zielska porastającego pagórki, wypłukane wezbraną wodą doły, rowy, bagniste zalewiska. Tam spotkanie dzikich zwierząt i niecodziennych ptaków: dzięciołów czarnych, zielonych, pstrych, dużych, gąsiorków, wilg, trznadli, remizów, pewniejsze, a przypływ adrenaliny gwarantowany. Z krawędzi brzegów zaś łatwiej wypatrzyć mieszkańców pobliskich mielizn i łach, których najpierw długo słychać. Harmider podczas godów i lęgów mew, rybitw, siewek, niesie się nad rzeką daleko. Nastrój kwietniowej i majowej Wisły ma w sobie wtedy i w tym miejscu coś naprawdę egzotycznego. Wystarczy tam dojść o świcie, na chwilę przystanąć, zamknąć oczy, wsłuchać się.

 Dla mnie jednak najpiękniejsza bywa chwila, w której krajobraz zastyga i zamyśla się, jak tutaj:

http://www.panoramio.com/photo/118483377

albo wciela się w rolę malarza pejzażu, jak tutaj:

http://www.panoramio.com/photo/118483331.

DLACZEGO WISŁA O ŚWICIE?

Wisła to niezwykła rzeka. Bodaj ostatnia z wielkich rzek Europy, której brzegów nie zalano betonem. Wstaję jeszcze po ciemku, żeby spotkać się z nią między Warszawą a Górą Kalwarią. Na pozór nic w niej ciekawego. Ot woda, drzewa łęgowego lasu, jakieś puste wyspy. Wszędzie widać wille pomiędzy starymi gospodarstwami, jątrzące śmieci na poboczach polnych dróg, pola, porzucone łąki, chaotyczne krzaki. Na horyzoncie przytłacza wielkomiejska zabudowa. O świcie jednak wszystko jest możliwe, jak nie przymierzając w świecie Alicji z Krainy Czarów.

Jadę pustą ulicą Rosoła. Za kilka godzin wypełni się samochodami pełznącymi w korkach. Zjeżdżam z natolińskiej skarpy krętą wstęgą asfaltu do Lasu Kabackiego. Płoszę bażanty i lisy. Śpieszę przez skrzyżowanie na Przyczółkowskiej i przez ulice Powsina ku polom i stawom starorzecza. Dojeżdżam do ujścia Jeziorki. Dopiero przy moście wjeżdżam rowerem na koronę wału przeciwpowodziowego, sięgam po aparat i zanurzam się w nastrój świtu.

Słońce wstaje z przeciwnego brzegu Wisły, odsłaniając powoli krajobraz, który wyłania się z ciemności rzecznej doliny. Woda odbija refleksy, a czasem i smugę słońca. Bardziej, gdy wieje, mniej, gdy nurt budzi na powierzchni zaledwie delikatne zmarszczki.

Ptaki migrują wzdłuż rzeki. Zaspane czaple za lada skrzypieniem hamującego roweru rozpościerają skrzydła i odlatują bezszelestnie ku plażom na środku rzecznego łożyska, gdzie wciąż za ciemno na zdjęcia. Czasem przez nasycony błękit przepłynie oświetlona od spodu para łabędzi i, grając rytmicznie skrzydłami, przetnie smugi jaskrawych spalin po samolotach albo zbliży się do podziobanego kraterami Księżyca.

http://www.panoramio.com/photo/27365957

W tej ciszy trzask migawki aparatu brzmi mistycznie, a skok rapy ponad wodę u podnóża wyspy pobudza zmysły. Jeszcze nie zatrzymałem tej nieobliczalnej ryby w kadrze. Wciąż chwytam tylko wydłużające się kręgi fal.

Słońce przegląda się w lustrze nieba i wody, to znów wyłania się z mgły, rozświetlając krajobraz blaskiem nie do zniesienia i przeszywając cienie między gałęziami drzew włóczniami promieni. Czasem wstaje otulone baranicą chmur, to znów przebija czarny całun i rozsyła welony światła na wszystkie strony rzeki. Igra barwami i nastrojem, wabi ptaki, zwodzi zwierzęta. Raz jest zaskakująco wielkie, innym razem dalekie.

http://www.panoramio.com/photo/17301489

Wisła porzuca stalową szatę, wdziewa barwy podmytych brzegów, piasku plaż, ozdabia iskrami zmarszczek i odbiciami drzew, gdy Słońce wstępuje na niebo. W końcu staje się codzienna w blasku dojrzałego poranka.

Zdjęcia zatrzymują nasycone kwanty wrażeń: ostrzyżone wierzby w plamie światła; pole słoneczników pod warstwą mgły i pod drzewami, których korony ożyły w łunie; prozaiczną szarą łódkę przy stromym brzegu pod czerwcowym gąszczem bluszczów, klonów, jarzębin i starych topól, zasłoniętą łachą białego piasku. W pierwszej chwili łódka zdaje się pospolitym landszaftem, ale obiektyw rejestruje przelatującą mewę. I to ona przypadkiem staje się najważniejsza. Wyobraźnia dopisuje resztę: krzyk ptactwa, plusk i zapach płynącej wody, hałas wędkarza spychającego łódź na nurt ku najbliższej kępie. Powtórzyłem to ujęcie rok później. Nie było już tak wymowne. Łachę spłukała powódź. Łódką bujały wiry zawinięte przez ostrogę.

http://www.panoramio.com/photo/17301619

http://www.panoramio.com/photo/108686399

Szczególnym elementem krajobrazu jest wał przeciwpowodziowy ginący w perspektywie pomiędzy drzewami lub w łukach zakrętów, raz zrudziały po zimie, raz siwy od szronu, raz wykoszony, to znów zarośnięty puszystą trawą mieniącą się kroplami rosy i naręczami różnobarwnych kwiatów. Wyznacza granicę dwóch stref: rzeki z łęgiem i przyległych pól, łąk, zagajników. To na nim uwieczniłem biegnącego koziołka, zająca w skoku ponad dróżką, zwaśnione koguty bażanty, stadko płochliwych kuropatw, kruki, kłócące się gawrony, furkoczące trznadle, królującą w słońcu macierzankę, a także dziki i lisy z hałasem przedzierające się przez zbitą mierzwę sierpniowego zielska, albo idące przez plażę za strumieniem w stronę wierzbowych zarośli na wyspie, fotogeniczne, lecz płochliwe.

http://www.panoramio.com/photo/105321932

Nasyp wału jest osią doznań. Po obu jego stronach toczy się zaskakująco odmienne życie natury. Widziałem już szybującego orła bielika, śpiącego na łasze czarnego bociana, przelatujące w pośpiechu kormorany, krzyczące spod chmur gęsi w kluczach długich od horyzontu po horyzont, jastrzębie patrolujące pobliskie łąki, i… sarny. Nie przypuszczałem, że ich tak wiele. Kryją się wśród sadów, między topolowymi i osikowymi gajami, w zaroślach śródpolnych trzcin, koczują nad Wisłą. Kiedy schodzą z wału ku wodopojom, pozują mi na tle nieba. Jesienią fotografowałem stadko spłoszone ujadaniem odległych psów. Naliczyłem siedem koziołków i kóz, które razem zbiegły z nasypu i przepadły w gąszczu pofałdowanej łąki. Na przedwiośniu fotografowałem jeszcze liczniejszą rodzinę saren na tle pobliskich domów.

Za Konstancinem odkryłem polanę zasłoniętą od wsi przez nieprzebyty gąszcz zarośli i wykroty, od rzeki zakrzaczonym przepastnym rowem z wodą i ścianą topól. Przypadkiem spojrzałem za siebie, wracając z kolejnej czerwcowej wycieczki. W bujnej trawie zobaczyłem matkę z dwójką rozbrykanych koźląt. Koźlęta skakały przez cienie na łące, wygrzewały się w plamach słońca, przeskakiwały nad matką. Było błogo, rodzinnie i bezpiecznie. Pospiesznie naciskałem migawkę aparatu. W końcu sarna odwiodła młode w zasłonięty przed wzrokiem kąt.

http://www.panoramio.com/photo/17885727

Kilka miesięcy później, w listopadzie, zobaczyłem tę trójkę nieopodal bezlistnego sadu. Nie spłoszyły się, chociaż szedłem odsłoniętą koroną wału. Ukryłem się za gęstą pozbawioną liści kaliną. Dorodne sarny, już nie koźlęta, wciąż nie odstępowały matki. Mogą jej towarzyszyć nawet przez rok. Odchodzą dopiero wtedy, gdy zbliża się czas kolejnego kocenia się. Cała trójka bacznie przyglądała się kalinie i mojemu konturowi za nią. W końcu niespiesznie odeszła między rzędy jabłoni, pod rosochate topole i lipy, w przenikającą wszystko nostalgiczną ciszę.

Odjeżdżałem urzeczony. Listopad kojarzący się z pluchą był tego dnia swoim przeciwieństwem. Jak podczas poprzedniego poranka, w którym uwieczniłem śpiącą odnogę Wisły, wypełnioną przejrzystą wodą w miejscu, przez które jeszcze niedawno przechodziłem suchą stopą. Spowity cieniem nurt, kręty i płynący po jasnym piasku wąskimi zakolami o zielonych i porudziałych konturach z trawy ku bezlistnym brzozom i nagim topolom, oblanym światłem zamglonego słońca, emanował ciepłem.

http://www.panoramio.com/photo/27368616

Wisłą władają bobry. Pełno na jej brzegach i wyspach podgryzionych lub powalonych topól, osik, wierzb, a także stosów pociętych siekaczami gałęzi, zalegających boczne odnogi nurtu od ujścia Jeziorki po mosty Warszawy i Góry Kalwarii. Bobry dobierają się tutaj do drzew, których rękami nie obejmiesz. Nigdy jednak nie natknąłem się na żeremia, chociaż błądzę po oczeretach rzecznych kęp i, depcząc skrzypiące, sypkie dno rzeki, wlokę rower pomiędzy chaszczami nawłoci, wrotyczu, jeżyn, a potem płuczę go w nurcie, bo zapiaszczony łańcuch nie pozwala jechać. Za to wszędzie są ich obszerne nory z wyjściami zapasowymi w nadrzecznych skarpach.

Rzadko dają się sfotografować. Trzeba trafu, żeby je namierzyć płynące pod prąd rzeki przy samym brzegu. Wtedy nie mają dokąd uciec. Portret sumiastego bobra z odległości kilku metrów, z siekaczami pyska zanurzonego pod wodą, szeroko otwartymi oczami, pięknie ułożonym futrem, jest powodem do dumy. Bobry póki co niechętnie wchodzą w obiektyw, ale kiedy pozują, naprawdę się dzieje.

http://www.panoramio.com/photo/17885811

Nad Wisłą przeżyłem namiastkę pustynnej burzy. Wiało od strony widocznych z daleka kominów elektrociepłowni Siekierki i pylonów Mostu Siekierkowskiego z pomarańczowymi linami. Wyszedłem na środek rzecznego koryta wprost pod uderzenia wiatru wzniecającego tumany kurzu z wysuszonego dna. Tysiące igieł wbijało mi się w twarz i w zimny obraz październikowej jesieni. Piasek zgrzytał w zębach. Plamy słońca i cienia sunęły w pośpiechu między brzegami Wisły, naprzemian rozświetlając i gasząc barwy listowia chwiejących się wierzb, brzóz, olch, dębów i topól. Ptaki wisiały w powietrzu, walcząc z napierającymi podmuchami…

http://www.panoramio.com/photo/17301839

Wiosną Wisła ożywa. Zwykle nadchodzi powódź. Woda wypełnia całą przestrzeń między nasypami wałów. Drzewa pławią się w niej zanurzone po gałęzie koron. Nurt zalewa wszystkie miejsca, po których jeżdżę i spaceruję. Widok samotnej postaci zwróconej ku rzece i uwiecznionej na tle wezbranej wody zastanawia. Zalana wyspa przecięta smugą odbitego słońca ciekawi.

Po ustąpieniu powodzi z mielizn znikają stare pnie, a na ich miejscu pojawiają się drzewa przywleczone nie wiadomo skąd. Wokół nich gromadzą się mewy, kaczki, cyranki, dzikie gołębie… Opadająca woda odsłania zmienioną rzeźbę rzecznego dna. Na piasku pojawiają się ślady zajęcy, lisów, saren, ptactwa, drobnych gryzoni. W zamkniętych kałużach trzepoczą uwięzione ryby. Krzaki i drzewa pokrywają się puchem pąków i kwiatów. We flaucie świtu lustro wody odbija ulotne nastroje. One też dają się uwiecznić. Oglądając zdjęcia, słucham ciszy, która w nich zastygła…

http://www.panoramio.com/photo/17300975

Czar pryska, gdy słońce sięgnie zenitu, brzegi zapełnią się ludźmi, pola traktorami, a przestrzeń wypełni warkot quadów i motorów krosowych, dla których granice rezerwatów przyrody nadal nie są przeszkodą.

WYSPY ŚWIDERSKIE

Z Ursynowa do Wysp Świderskich tylko rzut beretem. Wystarczy dojechać do lądowiska helikopterów TVN w Ciszycy, by zanurzyć się w łęg. Idąc skrajem nadrzecznej skarpy w kierunku Góry Kalwarii, można znaleźć przejście na plażę, jakiej nie powstydzi się Bałtyk. Zachowując ciszę, dajesz sobie szansę spotkania czapli przesiadujących na konarach przewróconych topól lub wierzb albo bielików żerujących na skraju nurtu. Jeśli dopisze szczęście, o wschodzie słońca można zaobserwować kormorany biwakujące na zalegających mielizny pniach wyrwanych brzegom drzew. We mgle taki widok przenosi nas do krainy Piotrusia Pana. W porze jesiennych przygotowań do odlotu pełno tu piskliwców, sieweczek, rybitw, czajek, jaskółek brzegówek i innego, często egzotycznego, pospólstwa.

Zwykle jednak zaskakuje nastrój ukojenia wypełniony pluskiem wody, kwileniem ptaków łęgowego gąszczu i łąkowych połaci, krzykiem mew i krukowatych, furkotaniem skrzydeł, zapachem piasku. Chodzisz po krajobrazie granicą piasku i wody, depczesz ślady ptaków, saren, bobrów. Czasem do wodopoju podbiegnie zabłąkana łania, czasem lis, który nieopatrznie wychyli się z wikliny lub nawłoci, by przebiec tuż pod nogami.

Wisła ciągle się zmienia. Po każdym wezbraniu poznajesz jej krajobraz od nowa. Najgroźniejsze są nagłe przybory wody w porze lęgów. Jeśli woda spiętrzy się do stanu alarmowego, niechybnie zaleje wyspy i mielizny, a ptakom tam gniazdującym zagarnie jajeczka i pisklęta. Spóźniony powtórny lęg nie gwarantuje już sukcesu. Młodzież nie sprosta trudom wędrówki na południe.

Dzisiaj Wisła kolejny raz pokazała nową twarz – marcowej wiosny 2015 roku: http://www.panoramio.com/photo/118081949

Wyspy Zawadowskie

Wyspy Zawadowskie leżą na tyłach Siekierek. Za wałem przeciwpowodziowym jest piaskarnia z wielką hałdą, nieco dalej w kierunku Warszawy usypisko żużla i popiołu z EC Siekierki, a między wałem i nurtem Wisły rezerwat przyrody z dzikim łęgiem opanowanym przez bobry, czaple, bieliki, kormorany, tracze (nurogęsi), dzikie kaczki, mewy i rybitwy. Mało komu przychodzi na myśl, że wystarczy przekroczyć koronę wału przeciwpowodziowego, by zanurzyć się nieomal w dżunglę wypełnioną głosami wszelakiego ptactwa.

Wisła najpiękniej uwodzi o świcie. Stanąwszy naprzeciwko nurtu wystarczy poczekać na słońce, które wynurza się spomiędzy drzew drugiego brzegu ogromną kulą światła i rzuca długie cienie z blaskami swojego odbicia w wodzie na wyspy, kępy, łachy, mielizny, zwary i warkocze głównego nurtu i odnóg podbiegających do brzegu, gdzie stoisz. Rzeka dziwi się tobie, że się gapisz, ty dziwisz się rzece, że płynie i szemrze. I wszystkim jednakowo dobrze, tak jak na przykład tutaj: http://www.panoramio.com/photo/117882605.