O Piotr Karkoszka

Freelancer

Świt na Brzeskich Łachach

Świt na Brzeskich Łachach

Kto podpalił niebo

Pogoda nie rozpieszcza. Każda więc kilkugodzinna przerwa w chmurach jest pretekstem, by wyskoczyć nad Wisłę.

Dziki pod opieką wierzby

Po zdjęciach dziczej watahy śpiącej opiekuńczych objęciach starej łęgowej wierzby wzrósł apetyt na więcej.

Tu miał być bielik

W poniedziałek zadowoliłem się wyłącznie świtem. Ptaki były za daleko. Bielik, który uniósł się z łęgu za moimi plecami, nie chciał pozować na tle słonecznej tarczy, dopiero co wynurzającej się spoza drzew Starego Otwocka.

Popłoch na łasze -  bielik nadlatuje

Poleciał nieco wyżej nad lewym górnym rogiem kadru, a kiedy pojawił się nad wiślaną wyspą, wzniecił ogromne zamieszanie. Mewy i rybitwy porzuciły godowy nastrój, wszczęły alarm i uniosły się chmurą nad piasek lęgowiska. Orzeł jak niepyszny zanurkował między konary topól i uciekł nad komysze starorzecza lewego brzegu rzeki.

 

Wszędzie jednak dostrzega się obecność wiosny. Wegetacja rusza co prawda nieśmiało, ale za to słychać ptaki: stukające i pokrzykujące dzięcioły; piejące przenikliwie bażanty koguty; krzyczące mew, śpiewające nieustannie kosy, szpaki, sikorzanki, trznadle; chrapliwie wrzeszczące sójki, sroki i gawrony…

Wiosna już tu jest

Wszędzie też widać ślady wszędobylskich dzików: tropy, zrytą darń, wygrzebane piasku doły… odciski sarnich i jelenich racic… To, co się dzieje, uwrażliwia na misterium wstającego słońca.

Słońce nad Starym Otwockiem

Poniedziałkowy świt okazał się nieomal kiczowato doskonały w oszronionym krajobrazie opatulonym flautą i nieśmiałymi mgiełkami.

Słońce nad wiślaną łachą

Przedwiośnie nad Wisłą na Łachach Brzeskich

Brzeskie Łachy

Pogranicze rezerwatów: Łach Brzeskich i Wysp Świderskich jest interesującą enklawą wiślanego krajobrazu. Zanurzam się w niej, idąc w kierunku Góry Kalwarii od zjazdu sezonowej przeprawy promowej w Gassach, urządzonej miejscu niegdysiejszej przeprawy dla czołgów Układu Warszawskiego, a jeszcze wcześniej przeprawy dla oddziałów Wojska Polskiego, bronionej za cenę wielu ofiar przed nalotami Luftwaffe we wrześniu 1939 r.

P1360881

Droga wiedzie najpierw koroną wału przeciwpowodziowego obok kilku obejść, następnie w sąsiedztwie okazałych białodrzewów, które na przedwiośniu imponują nieskazitelnymi barwami kory pni i konarów, a następnie przez zarośla wierzby, kaliny, głogu, siedliska dzikiego ptactwa, schronienia saren i dzików. Za nimi widać malowniczo usytuowany dom i rozłożystą topolę. Kilka lat wcześniej towarzyszyło jej uschnięte ogromne drzewo. Zostało ścięte, bo prawdopodobnie groziło upadkiem.

 

Za przepustem kanału odprowadzającego wodę z rozległych pól wchodzi się w łęg. Zagajnik po prawej stronie jest pełny starych i rozpadających się topól. Latem drzewa spowija wysoka mierzwa podszytu, zielska pełnego pokrzyw, dzikiego chmielu, szczawiu… Ów fragment łęgu za wałem jest siedliskiem zielonych i czarnych dzięciołów. Łęg po lewej stronie skrywa ciekawe stawy międzywala. Przez ostatnie dwa lata były wysuszone z powodu bardzo niskiego stanu wody w Wiśle. Napełniły się po ostatnich opadach. Wezbrana Wisła zalała także płycizny opasane kamiennymi opaskami na granicy obu rezerwatów.

P1370421

Wiosna nadchodzi w tym roku wcześniej niż zazwyczaj. Ptaki wpadły w godowy trans. Kaczory niestrudzenie zabiegały o względy kaczek i toczyły pełne ekspresji pojedynki między sobą. Mewy przelatywały stadami wzdłuż rzeki w poszukiwaniu miejsc lęgowych. Kormorany zaczęły się rozpraszać i dobierać w pary…

P1360983

Na wysokości Dębówki szedłem drogami zrytymi przez dziki. W niektórych miejscach dzicze watahy wykopały w piasku głębokie doły. Zwierzęta prawdopodobnie polowały na gryzonie. Takiego chaosu nad Wisłą, a przychodzę tutaj od ponad dziesięciu lat, nie oglądałem do tej pory.

P1370276

Tę zimę, której tak naprawdę nie było, dziki przetrwały w znakomitej formie. Ryją teraz rozmiękłą darń i pobocza dróg, wydeptują trwałe ścieżki w wyschniętej i poszarzałej nawłoci, w mierzwie wierzbiny, zostawiają mnóstwo śladów racic w rozmiękłym gruncie… Poczułem pewność, że je dzisiaj spotkam.

 

Fotografując Wisłę o wschodzie słońca w świetle zmiękczonym przez zwarte chmury, nie doczekałem jednak widoku ani dzików, ani swoich ulubionych bohaterów – wiślanych bobrów. Dopiero w drodze powrotnej, z dala od rzeki, fotografując dzikie komysze łęgów za wałem, złapałem okazję.

P1370261

Tak naprawdę całą uwagę poświęciłem groteskowej wierzbie, obejmującej korzeniami wielką jamę w ziemi. Dopiero po kilku zdjęciach na ekranie wyświetlacza aparatu zobaczyłem znajome kształty, które pięknie zlewały się z wyschniętą mierzwą zielsk i ziemią pokrytą szarymi, zmacerowanymi przez wodę liśćmi.

P1370356

Dalej niech przemówią zdjęcia… Po sesji oddaliłem się po angielsku.

P1370358

 

P1370367

Czyżby koniec zimy nad Wisłą?

P1360317

Dzisiaj było kilkugodzinne okno w chmurach. Korzystając z okazji zajrzałem o świcie na Wyspy Świderskie w Ciszycy. Pogoda nie zawiodła. Przymrozek, czyste powietrze, żadnych chmur na niebie. Smugi kondensacyjne za samolotami były krótkie i szybko znikały. Zamiast lutowej zimy poczułem wiosenne klimaty w łęgu, który rozbrzmiewał gęstym śpiewem ptaków. Na wyspach zakwitły wierzby, na brzegu natomiast dzikie leszczyny. Zrobiło się niecodziennie jak na tę porę roku.

P1360309

Siwe czaple uciekły na drugi brzeg, słysząc moje kroki w zaroślach. Nie zdążyłem ich nawet namierzyć obiektywem. Pod brzegiem pływały łabędzie nieme, o wiele mniej płochliwe. Penetrowały zatoczkę, nad którą unosiła się delikatna mgiełka. Fotografowałem je, stojąc obok świeżo podgryzionego przez bobry białodrzewu.

P1360324

Na mieliznach przesiadywały mewy. Napełniały krzykiem przestrzeń nad rzeką. W ich sąsiedztwie rozsiadły się kormorany. Byłbym do nich podszedł, gdyby nie dzikie kaczki śpiące pod skarpą brzegu. Wszczęły alarm. Kormorany odleciały w kierunku Góry Kalwarii. Mewy, które najpierw uległy zbiorowej panice, tworząc nad wodą ulotną chmurę, szybko osiadły na swoich mieliznach.

P1360634

Słońce świeciło nadzwyczaj mocno. Próbowałem fotografować bobra, który wygrzewał futro, siedząc w płytkiej wodzie. Pod światło jednak, które na dodatek odbijało się od wody zatoczki, nie byłem w stanie patrzeć. Próba podejścia była nieskuteczna. Usłyszał mnie, zanim doszedłem do upatrzonego miejsca. Zanurkował. Czekałem licząc, że wypłynie obok. Bóbr jednak miał gdzie się ukryć. Ten odcinek brzegu jest pełny ześlizgów, wejść do nor, zapadniętych korytarzy i pogryzionych drzew i gałęzi.

P1360456

Wisła bez względu na porę roku zaskakuje, nawet nieopodal lądowiska helikopterów w Ciszycy. Jest też pełna surrealistycznych rzeźb z przywleczonych przez nurt drzew, pni, wykrotów.

P1360486

 

 

Styczniowa Wisła po zimie, która swoją urodę zawiesiła na kołku

Wyspy Świderskie o każdej porze roku są pełne niespodzianek. Znikający śnieg odsłonił rudości zasuszonej jesieni.

Odnoga Wisły

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

W powietrzu unosiły się niepokojące zapachy Wisły.

Zapachy Wisły

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

Ustępujący lód odsłonił zmarszczki mimiczne rzeki.

Zmarszczki mimiczne rzeki

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

Odcienie zimowej szarości

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

Nad otwockim łęgiem szybowały bieliki,

Bielik nad ujściem Świdra

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

Podczas spaceru jeden z bielików przeleciał z łęgu Ciszycy nad ujście Świdra.

Bielik

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

Tutaj „przejęły” go mewy, próbując odgonić od swojego obozowiska na mieliźnie.

Bielik przed waśnią z mewami

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

Nad rzeką wciąż coś się działo.

Mewa na tle łęgu

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

I działo…

W przelocie

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

Kormorany urządziły sobie postój po stadnym polowaniu na ryby.

Zimowa sjesta w SPA

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

I niech ktoś powie, że nad Wisłą jest nudno, gdy wokół żywego ducha, a w słońcu nawet szarość ożywa.

Słoneczna szarość Wisły

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

Odcienie rzeki

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

Łęg nad Wisłą w barwach wysuszonej jesieni.

Wisła z łęgu

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

Wisła z łęgu w Ciszycy

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

Uśpiony łęg

Wyspy Świderskie, Wisła, Mazowsze, Warszawa

Bożonarodzeniowa Wisła

Brzask nad Wisłą

W grudniu Wisła płynąca przez Wyspy Zawadowskie emanuje nostalgią.

Słońce wzeszło nad Wyspami Zawadowskimi

Nie odpędzi jej zimne słońce z trudem unoszące się znad łęgu przeciwległego brzegu. Zamglone powietrze zmiękcza krajobraz, roztapia szczegóły odległych zakątków.

Oszroniony krajobraz Wisły

Szron pokrywa zaschnięte zarośla nawłoci i wrotyczu, kępy mozgi trzcinowatej, pękające pod stopami wodolubne zielsko, które zarosło odsłonięte przez suszę płycizny.

Wisła grudniowa

Zmrożony piasek trzeszczy pod stopami, ostrzegając orły, kormorany i czaple czuwające na wykrotach, pniach i konarach wystających z dna rzeki, które tutaj zamieniło się w cmentarzysko drzew przywleczonych podczas wezbrań.

Kormoran sam jeden

Łabędzie o brzasku

Depcząc ślady wodnego ptactwa i bobrów zastygłe w przemrożonym mule czy malownicze porosty szronu na piasku, zapadasz w nastrój wielkiego zadziwienia, że Wisła płynie… wciąż płynie… nadal płynie… i będzie płynąć…, że wzdłuż niej przelatują klucze kormoranów i łabędzi, których oświetlone wstającym słońcem skrzydła wypełniają rzeczny krajobraz dźwięcznym rytmicznym świstem… a Wisła sama ze wzajemnością dziwi się tobie, że stoisz w bezruchu i zadumie u jej stóp – wody omywającej piasek brzegu…

 Wisła wciąż płynie...

W przeciwieństwie do innych pór zima inaczej tworzy krajobraz Wisły. To już nie malarskie pejzaże pełne kolorów. Raczej epickie czarno-białe grafiki z akcentem przygaszonej czerwieni, pomarańczy i rozmytego błękitu. Patrząc nań, zapadasz w oczekiwaniu na to coś… co trudno ująć słowami… Z dala od komercyjnego szaleństwa odczuwasz tutaj nasycony bożonarodzeniowy nastrój…

Bożonarodzeniowa Wisła

Serdeczne życzenia pogodnych i pełnych refleksji Świąt Bożego Narodzenia mieszkańcom dzielnicy Wisły Warszawskiej.

 

Wisła jesienna

Sezon fotograficzny nad Wisłą nigdy się nie kończy. W październiku i listopadzie jest co oglądać. Nic że ptaki przelotne odleciały, sprowadzając nad dolinę rzeki jesienną nostalgię. Słońce, kiedy tylko zaczyna wstępować nad linię horyzontu, odgania przytłaczające nastroje, rozjaśnia krajobraz i budzi życie.

Słońce i smugi

Kormorany już chyba zrezygnowały z jesiennych odlotów. Zima i bliskość miast wzdłuż Wisły sprzyjają przetrwaniu. Przesiadują na mieliznach, pniach przysypanych mułem martwych drzew, albo na konarach topól, klonów jesionolistnych, wierzb tworzących na brzegach Wisły i na Wyspach Świderskich czapy łęgowych zagajników.

Kormorany o świcie

Odpoczynek na wodzie

Nie lubimy fotografów

Siwe czaple, w przeciwieństwie do białych, mniej odpornych na mróz, też zostają. Nocują zwykle w trudno dostępnych zakamarkach łęgu lub pod skarpami brzegów. Biwakują grupkami po kilka, kilkanaście osobników. Są niezwykle czujne i płochliwe. Trudno je podejść. Lada dźwięk odróżniający się z tła zmusza je do odlotu z chrapliwym wrzaskiem, który mrozi krew w żyłach i niesie daleko wzdłuż nurtu.

SONY DSC

Kormorany, jeśli wzlatują, robią to całą gromadą, zasłaniając niekiedy niebo na długie sekundy. W zatoczkach wydartych Wiśle kamiennymi opaskami nocują stada dzikich kaczek, mew, kormoranów. Towarzyszą im łabędzie nieme i krzykliwe. W ciągu ostatnich kilkunastu lat nastąpiła dostrzegalna zmiana w zachowaniach wodnego ptactwa.

Stado kormoranów nad listopadową Wisłą

Mam szczęście, mieszkając blisko wiślanych rezerwatów, które mimo presji urbanistycznej, zachowują swój niezwykły dziki charakter. Wystarczy dojechać rowerem albo samochodem w którekolwiek miejsce między Górą Kalwarią a Warszawą i przekroczyć granicę wału przeciwpowodziowego, by zanurzyć się w misterium wstającego dnia, pełne niespodzianek i zaskakujących widoków.

Szronem malowane

Zanurzam się w wilgotny łęg, gdzie splecione gałęzie drzew i krzewów pozbawionych liści, wyschnięte zarośla nawłoci, pokrzyw, wrotyczu, zbrązowiałego wszędobylskiego dzikiego chmielu zatrzymują mrok i skrapiają ubranie nieustającym deszczem skapującym z liści, wsłuchuję się w ciche pokrzykiwania zimujących ptaków. 

Łęg w Gassach

 

W łęgu żyje się bujnie acz krótko

Rzeźbiarska pasja bobrów

Potem wychodzę to nad wodę pod skarpą, gdzie przesiadują bobry i czaple, wspierając się w czuwaniu, albo na rozległe, nieomal bałtyckie plaże wzdłuż powolnego nurtu rzeki, pod czujne spojrzenie drapieżnych ptaków.

Czuwanie nad łowiskiem

Tutaj trwa zmienne życie. Tam, gdzie opadająca tafla wody odsłania mielizny i tworzy płytkie zatoczki przylegające do wartkiego nurtu rzeki, polują bolenie. Czasem robią ogromne zamieszanie, płosząc stada drobnych ryb. Niekiedy wyskakują z wody i uderzeniem ogona próbują ogłuszyć co słabsze sztuki. Widok polującego bolenia podnieca. Chyba żaden wędkarz nie potrafi się oprzeć pokusie, by spróbować schwytać tę rybę. Ja też od lat usiłuję utrwalić bolenia w wyskoku w kadrze. nadal bez skutku.

Skrajem plaży chodzą bobry, zostawiając ślady błoniastych łap w miękkim mule lub mokrym piasku. Spacerując skrajem skarp podmywanych przez nurt Wisły, widzę też ześlizgi, którymi bobry ściągają pocięte gałęzie drzew do wody. Wejścia do nor trudno odkryć. Zwykle są ukryte pod korzeniami topól i wierzb rosnących nad wodą. Bobry nie tylko powalają drzewa, przegryzając ich pnie. Potrafią je też skutecznie podkopać. Wtedy lada podmuch mocniejszego wiatru kończy dzieło zniszczenia. Bobrów jest już nadzwyczaj dużo nad Wisłą, ale łęgu wystarczy im na lata.

SONY DSC

Każdemu powrotowi znad Wisły towarzyszy uczucie niedosytu. Światło słońca, długie cienie drzew drugiego brzegu, mgła nad wodą, przymrozek, powietrze w bezruchu i delikatne podmuchy uśpionego wiatru tworzą niezwykłe pejzaże i obrazy szczegółów. Trudno im się oprzeć.

Ulotna impresja

Pomysł na lato w mieście?

Kontrast dzikiej Wisły z uporządkowaną Warszawą, której blokowiska i wieżowce wyłaniają się spoza wałów przeciwpowodziowych albo znad bulwarów, to temat sam w sobie. Chcąc doznać tego rodzaju wrażeń, wystarczy wyskoczyć nad Wisłę tuż za Most Północny mało co kojarzący się z nazwiskiem Marii Skłodowskiej-Curie. Można na przykład dojechać do Mc Donald’sa, przejść przez użytek ekologiczny Lasu Młocińskiego i wyjść drogą przez wał w cieniu starych lip na łąkę pełną nawłoci. W czerwcu ścieżką nie da się chodzić. Mozga trzcinowata sięga tutaj ramion. Po kilkudziesięciu krokach ubranie nasiąka rosą. Wisła płynie monotonnym korytem. Z trudem domyślasz się obecności osiedli Tarchomina skrytych za pasmem wysokiego łęgu. Spacer w drugą stronę też jest chybiony. Za to nieopodal kępy drzew jest kolonia jaskółek brzegówek. Nie sposób jednak je sfotografować w locie. Są szybsze od światła i migawki w trybie sportowym.

 Brzask

Jaskółka brzegówka

Do mostu lepiej dojść wygodną drogą w cieniu wierzbowego łęgu. W świetle wschodzącego słońca i w sąsiedztwie starorzecza łęg kojarzy się z namorzynami. Niebawem rzednący gąszcz odsłania konstrukcję mostu i barkę zakotwiczoną przy brzegu. W zamyśle barka pełni rolę rzecznej łachy lęgowej dla rzecznego ptactwa. W zatoczce pod mostem pływają dzikie kaczki, polują mewy i rybitwy. Wędkarze przesiadują na dogodnej plaży i moczą wędki w nurcie, czekając na leszcze. Most w świetle wschodzącego słońca wydaje się atrakcyjny.

 Most Północny

Nie polecam powrotu obok Pałacu Brühla. Widok podupadającego zabytku nie buduje, mimo starego parkowego otoczenia za solidnym kutym ogrodzeniem. Zarośnięte starorzecze u podnóża frapuje jednak życiem łęgu.

 Rodzinka

O wiele ciekawiej wędruje się z północnego krańca Lasu Młocińskiego wyznaczonego ulicą Dziwożony. Za słupem linii wysokiego napięcia przewieszonej nad Wisłą wychodzi się na brzeg z przycumowanymi łodziami. Po drugiej stronie rzeki widać budynki Nowodworów, a w kierunku południowym Most Północny. Rzeka płynie tutaj spokojnie, regularnie. Ścieżka wiedzie przez zarośla mozgi trzcinowatej sięgającej głowy. Trzeba uważnie patrzeć pod nogi. Pełno tutaj zagłębień, kałuż, towarzyszących oczek wodnych i fragmentów starorzecza. Momentami z brzegu otwiera się widok na panoramę odległego centrum Warszawy z Pałacem Kultury i sąsiadującymi wieżowcami.

 Wisła Tarchomińska

Wisła Nowodworska

Wisła o wschodzie  słońca

Im dalej na północ, tym dziksza staje się rzeka. Za sezonową przeprawą promową otwiera się widok na łąki zarośnięte przez mierzwę nawłoci. Droga rozwidla się. Lewe ramię zmierza w górę ku otwartej przestrzeni łęgu, prawe trzyma się rzeki. Nieopodal pniaka po zwalonej topoli dostrzegam niepozorny ruch. Na wszelki wypadek fotografuję złudzenie, którym okazuje się sarna zaniepokojona moją obecnością o nieludzkiej porze dnia. Znika niebawem, pozwalając mi wrócić nad Wisłę.

 Zmaterializowane złudzenie ruchu

Brzeg wznosi się. Rzeka staje się dziksza, bardziej malownicza. Pomiędzy konarami drzew na skarpie widać leniwy nurt i dno pokryte gruzem, kamieniami, głazami narzutowymi, opaski i ostrogi rozmyte podczas spływu fal powodziowych i wezbrań. Owe zakątki wraz z nieprzystępnym brzegiem, wykrotami i pniami powalonych drzew tworzą kryjówki i żerowiska dla dzikiego ptactwa: kaczek z pisklętami, mew, rybitw, piskliwców, siewek… Skuszony widokiem mielizny i ledwo zarysowanej ostrogi, schodzę nad samą wodę. Spotykam bobra, który zdaje się ignorować moją obecność. Nieopodal, pod korzeniami mocno pochylonej topoli (niewiele jej pozostało życia), ma swoją norę wykopaną w skarpie. Po dłuższej chwili tam właśnie znika.

 Życie miejskiej Wisły

Łomiankowski bóbr

W oddali widać pierwszą wyspę Ławic Kiełpińskich, a za nią kolejną linię wysokiego napięcia przewieszoną przez Wisłę. Im bliżej wyspy, tym krajobraz rzeki ciekawszy. Niektóre obrazy jako żywo przypominają zakątki Jeziora Łańskiego fotografowane z zachodniego brzegu o wschodzie słońca. Przed kępą dostrzegam rozległą mieliznę i tkwiące w piasku ogromne drzewo. Na jego konarach siedzą kormorany, wygrzewając się w słońcu. Idę ku nim, klnąc jak szewc na coraz gęstszą mierzwę łęgu. Wychylam się tak daleko nad opadający brzeg, na ile pozwala zdrowy rozsądek chroniący przed ewentualnym bolesnym upadkiem, bo nierealny wydaje się widok kormoranów na tle… bloków nowodworskiego osiedla.

U wejścia do rezerwatu Ławice Kiełpińskie

Nowodworskie kormorany

Powrót rozległą łąką w cieniu nielicznych topól zachwyca. Muzyka wiosny zdaje się osiągać tutaj niedoścignione brzmienie. Śpiewają łozówki, świerszczaki, szpaki, kosy, sikory, krzyczą dzięcioły, od rzeki nucą trznadle, wtórują trzciniaki, chichoczą mewy i kaczki, od listowia pobliskiego łęgu i głogów muzykują słowiki… Wszystkie jednak te dźwięki przebija rytmiczne, dźwięczne, ostre trex trex derkaczy, kuzynów żurawi. Wiem wtedy, że jestem w miejscu przedziwnym.

Jeden spacer, a tyle wrażeń nad Wisłą na tle warszawskich blokowisk Białołęki, zabudowy Burakowa i Łomianek: spotkanie z bobrem, czujną sarną, kormoranami, jastrzębiami, łabędziami, nastroje świtu… Widoki jakby żywcem przeniesione z Warmii i Mazur.

 

Zaścianek Wilanowa

Odcinek wilanowski znałem do tej pory z kilku spływów łodziami fundacji Ja Wisła. Skorzystałem jednak ze sposobności i przyłączyłem się do wycieczki w towarzystwie Marty Jermaczek-Sitak, przywracającej nadwiślańskie łąki w obrębie Warszawy, i Roberta Miciałkiewicza, ornitologa. I się zaczęło.

Marta i chmiel

Robert kroczy we właściwą stronę

Najpierw od zawłaszczonych przez nawłoć, klon jesionolistny, kolczurkę klapowaną, potrafiącą swoją masą zadusić nawet wierzby, rdestowiec ostrokończysty… łąk poddanych mozolnej rekultywacji – odsłaniającej ścieżki ginące do tej pory w gąszczu, rodzime zioła, pokrzywy, babkę lancetowatą, dzikie jeżyny…

O czym szepcze łąka

Po zejściu z wału przeciwpowodziowego trafia się pod dach powracającego łęgu. O tej porze dnia i roku słychać chyba wszystkich jego mieszkańców od dzięcioła czarnego i dzięciołów zielonych (ślady ich żerowania widać na każdym co bardziej próchniejącym drzewie), po gąsiorki i pokrzewki jarzębatki (coś nawet mój aparat zdołał utrwalić, chociaż pogoda nie sprzyjała).

Łęg wciąga

Trudno znaleźć gąsiorka

Potem spacer grzbietem betonowej ostrogi w sąsiedztwie fragmentu starorzecza wypełnionego „śmiechem” żab, zwieńczonej piaszczystym pagórkiem, skąd roztacza się widok na starorzecze, wiklinową kępę, a pod nią na wejścia do nory bobrów, najwyraźniej używanej, i na Wisłę pomiędzy kępami mozgi trzcinowatej.

Rybołowy

Kolejna porcja spostrzeżeń o mikołajku pleniącym się nad Wisłą w Warszawie bardziej niż na całej długości Odry i Warty (słowa Marty), o przytulii północnej, a także o innych chronionych roślinach sięgających tutaj granic swojego naturalnego geograficznego zasięgu, o łuskowcach przylatujących ze wschodu (to Robert)…

Przytulia północna

Poganiani nabrzmiewającymi chmurami, brniemy potem po kostki w wiślanym piasku ku następnej rzecznej ostrodze, depcząc plażę, jakiej nie powstydziłby się Bałtyk.

Bałtycka plaża w Wilanowie

Wilanowska awifauna na czatach

Za drugą ostrogą zaczyna się rezerwat Wysp Zawadowskich. Wisła płynie kilkoma odnogami, wpada na mielizny, gdzie żerują sieweczki, rybitwy, mewy, pliszki, piskliwce, brodźce… W kadrze doliczam się kilku gatunków jednocześnie.

Piskliwiec sieweczka i inne

Sieweczka rzeczna i coś

Ruch w interesie

 

Nad mieliznami trzymają straż siwe wrony. Wcale nie po to, by pilnować porządku. Lada zamieszanie i już polują – oportunistki. W takich chwilach człowiek staje się ich mimowolnym niczego nieświadomym sprzymierzeńcem.

Oportuniści

Spacer kończy się powrotem przez częściowo wykoszone łąki wśród łodyg zielonego chrupiącego asparagusa lekarskiego. Wcześniej ominąłbym go bez jakiejkolwiek refleksji…

Spacer uświadomił mi nagle, jak mało jeszcze wiem o Wiśle w obrębie wielkiej Warszawy. Nawet na rodzimą pokrzywę spojrzałem cieplej, dowiadując się, że w łęgu nawet ona przegrywa w zwarciu z niektórymi gatunkami roślin inwazyjnych.

Spacer odbył się w ramach projektu „Restytucja łąk zalewowych na Warszawskim odcinku OSOP Natura 2000 Dolina Środkowej Wisły (PLB 140004)”. Projekt realizowany dzięki wsparciu udzielonemu ze środków Mechanizmu Finasowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego 2009-2014.

Warszawskie kormorany

Kormorany wywołują we mnie ambiwalentne uczucia. Z jednej strony są wytrawnymi drapieżnikami, skutecznie polującymi na ryby w nurcie Wisły, z drugiej wyglądają niezgrabnie, gdy przesiadują na pniach albo konarach drzew, które ugrzęzły w nurcie rzeki. Z jednej strony spotykasz królewskie spojrzenie bystrych oczu, szmaragdowozielonych u dojrzałych ptaków, brązowych u młodzieży, z drugiej widzisz prozaiczne kacze łapy u spodu. Arystokratyczny wygląd podkreślony smokingiem ciemnego upierzenia nie konweniuje z nieprzyjemnym krakaniem i ze stadnymi zachowaniami, które jako żywo kojarzą się z wyjściem kibiców Legii albo Polonii po przegranym meczu. Szybko latają. Są bystre, inteligentne. Potrafią wspólnie polować na ryby. Byłem świadkiem takich zachowań w rezerwacie Łachy Brzeskie.

 Kormoran z profilu

Kormoran en face

SONY DSC

SONY DSC

Kormorany należą do ptaków wędrownych, ale coraz częściej rezygnują z jesiennych odlotów ku łagodniejszym strefom klimatycznym, skuszone łatwością przeżycia zimy w Warszawie i okolicach. Wędrując tworzą stada liczące po kilkaset osobników. Wzlatując ponad Wisłę, potrafią zacienić krajobraz. To robi wrażenie.

 Jesienny przelot kormoranów nad Wyspami Świderskimi

Słabą stroną kormoranów są pióra, które podczas nurkowania nasiąkają wodą. Po polowaniu zasiadają na konarach i rozpościerają skrzydła ku słońcu, by je wysuszyć. Jeśli robią to stadnie, wówczas przywodzą na myśl skojarzenia z plażą pełną ludzi, albo z posiedzeniami polskiego parlamentu – bywa, że kormorany ustawione w jednym rzędzie zdają się debatować.

 Debata

Chwila zastanowienia

Zamieszanie przed głosowaniem

Niektóre bieliki upodobały sobie polowania na takie przemoknięte kormorany, ponieważ ich nasiąknięte wodą skrzydła i pióra bardzo utrudniają poderwanie się do lotu i ucieczkę. Zdesperowane ptaki ratują się wtedy nurkowaniem, ale po kilkunastu zanurzeniach tracą siły i stają się łatwym łupem.

Ich obecność w krajobrazie Wisły jest zapowiedzią nieoczekiwanych wrażeń, często refleksyjnych, czasem ulotnych, uchwytnych w ułamku sekundy, wymagających od obserwatora nieustającej czujności. Minimalnie spóźnione naciśnięcie migawki odbiera zdjęciu ów subtelny nastrój chwili, którego nie da się już nadrobić. Jeśli jednak trafisz, wrażenie bywa interesujące jak podczas pewnego wrześniowego spaceru zamgloną plażą Wysp Świderskich w świetle wschodzącego słońca, w krajobrazie gasnącym pod naporem nadbiegających z północy zimowych chmur.

Kormorany na tle nadciągającej nawałnicy

Kormorany w słońcu

 

Bobry wiślane

Bobry ciekawią mnie od dawna. Jeszcze w ubiegłym stuleciu ich polska populacja była na granicy wymarcia. Spotkanie z nimi należało do rzadkości. Pływając kajakiem rzekami i jeziorami Warmii, Mazur, Suwalszczyzny,Kujaw czy Pomorza, widywałem od czasu do czasu tamy, kopce żeremi, albo obszerne nory w brzegach, których używane wyjścia zawsze były pod wodą. Jednakże nigdy nie udawało mi się zobaczyć samych bobrów. Dopiero spacery nad Wisłą, której piękno odkryłem na powrót przypadkiem, a nie dlatego, że kierował mną jakikolwiek zamiar, jadąc rowerem wzdłuż Jeziorki z Konstancina, dały tę niepowtarzalną – na początku tak sądziłem – okazję fotografowania bobrów.

 Wiślane bobry, przez swoją liczebność i ekspansywność, okazały się pospolite i nie tak płochliwe, jak jeszcze kilkadziesiąt lat wcześniej, kiedy były tępione z powodu nieistotnych szkód rolnych powodowanych zalaniami przez spiętrzone tamami strumienie.

Pierwszą fotografię bobra zrobiłem przypadkiem, przejeżdżając mostkiem nad Jeziorką pod tężnie uzdrowiskowe w Konstancinie-Jeziornie. Płynął sobie pod prąd Jeziorki ku wykrotom drzew w zakolach i rozlewiskach. Pierwszy cyfrowy Kodak, jakim się posługiwałem, długo się uruchamiał, więc bóbr zdążył odpłynąć pod gałęzie obsypane drobnymi listkami.

 Bóbr konstanciński

Kolejne spotkanie z bobrem przytrafiło mi się podczas marcowego spaceru brzegiem Wisły w okolicach Załęża, w rezerwacie Łachy Brzeskie. Obserwując gody rzecznego ptactwa na obszernej łasze jasnego piasku, zauważyłem falę odbiegającą spod brzegu ku środkowi rzeki. Najpierw pomyślałem: – Gałąź utknęła na mieliźnie. Fala jednak przemieszczała się powoli w górę rzeki. Wyjrzałem znad krawędzi brzegu i zobaczyłem dorodnego bobra, który płynął pracowicie ku odległym wykrotom podmytych topól. Nie zastanawiając się, podbiegłem kilkadziesiąt metrów dalej i zasadziłem się na niego za osłoną osypującej się darni. Słońce akurat pięknie wzeszło znad drzew przeciwległego brzegu, zalewając rzekę światłem zmiękczonym przez delikatne mgiełki tańczące nad wodą. Bóbr wpłynął w kadr, migawka trzasnęła. Bóbr zanurkował, ale woda okazała się zbyt płytka, więc po chwili wynurzył się i kontynuował swój mozolny spacer. Nie ścigałem go. Z kilkunastu zdjęć tylko dwa okazały się udane: jego portret w świetle wschodzącego słońca i gdy odpływał pod obsuwający się fragment brzegu.

 Bóbr załężański

Po tym niecodziennym spotkaniu długo czekałem na kolejne spotkanie, podczas którego sfotografowałem bobrzego oseska w odnodze przegrodzonej tamą z przywleczonych przez dorosłe bobry gałęzie i rzecznego mułu. Odpływał ku norze w świetle dojrzałego dnia. Zdążyłem go złapać w kadr tylko raz.

 Osesek

Najbardziej nieoczekiwane i przypadkowe zdjęcia wyszły mi wówczas, gdy próbując uwiecznić krajobraz Wisły za swoją ulubioną zatoką śmiałego bolenia, dostrzegłem kątem oka smukły rybi kształt sunący nad złocistym piaskiem rzecznego dna, tuż pod skarpą, w której jaskółki brzegówki urządziły kolonię lęgową. W pierwszej chwili pomyślałem, że to sum albo boleń. W kadrze ujrzałem jednak głowę bobra. Aparat zagrzał mi się w ręku. Zanim bóbr dostrzegł moją obecność, zdążyłem zrobić kilka szybkich zdjęć, nie starając się czegokolwiek aranżować. Bóbr zanurkował i straciłem go z oczu. Tym razem miał gdzie się ukryć.

 SONY DSC

Nieopodal Gass jest interesująca kępa zarośnięta wikliną. Nurt Wisły rozciął ją w poprzek, otwierając niewielką plażę. Kępę od nadrzecznej skarpy oddziela odnoga z wartko płynącą wodą. To miejsce stało się rodzinnym kąpieliskiem bobrów. Zarośla nawłoci i wrotyczu ułatwiają obserwację bobrowych figlów. Bywa, że spotykam tutaj kilkanaście osobników jednocześnie pływających w odnodze lub na otwartej przestrzeni Wisły za kępami, spacerujących brzegiem , czyszczących futra i maszczących je bobrowym strojem na piasku, spławiających gałęzie wikliny ku norom.

 SONY DSC

Kolejnym rodzinnym miejscem bobrów jest sezonowa (z powodu płytkiej odnogi nurtu, która wysycha na pieprz przy niskim stanie Wisły) wyspa, która leży naprzeciwko ujścia Świdra i jednej z najpiękniejszych wysp rezerwatu Wyspy Świderskie. O świcie bobry uciekają ze ścieżki, która wiedzie nad wodę. Najpierw dostrzegasz bure truchtające kształty, a potem słyszysz szelest rozgarnianych łodyg trawy, nawłoci, wrotyczu. Wyspa ma w sobie tyle kryjówek, że spotkanie cichnie równie nagle jak się zaczęło. O tym że na tej wyspie są bobry, zaświadczają poranione i powalone topole, wierzby, osiki, klony, pocięte łodygi młodych drzew i wiklin, ześlizgi ku wodzie, ślady łap z błonami między palcami odciśnięte w piasku, wykopane pod darnią nory. Jeśli są zamieszkane, piasek u ich wejścia jest zwykle świeży albo wydeptany. Jeśli nie, z czasem po norach pozostają obsuwające się korytarze. Trzeba patrzeć pod nogi, idąc brzegiem Wisły, aby nie wpaść w taką porzuconą norę albo korytarz pod darnią. Najbezpieczniej korzystać z przetartych ścieżek i unikać gąszczu.

 Ostatnie spotkanie z bobrem przytrafiło mi się wczoraj nieopodal Ciszycy, w miejscu, gdzie nurt Wisły, opłynąwszy mieliznę, minąwszy ciekawą zatokę wzdłuż wału, napiera na ostrogę i wzniesienie brzegu. Bóbr płynął z nurtem wprost na obiektyw. Silne światło majowego słońca sprzyjało, jednakże w ciszy poranka trzask migawki skrócił sesję fotograficzną do kilku chwil. Bóbr zanurkował. Na nic czekanie. Miał gdzie się ukryć.

 Bóbr z CiszycyPlecy bobra z Ciszycy

Przestało być też sztuką sfotografowanie bobrów w centrum Warszawy. Coraz ich więcej pod mostami i wzdłuż brzegów Powiśla czy Pragi. Miejskie bobry mało co robią sobie z obecności spacerowiczów. Wisła, mimo presji urbanistycznej, nadal więc czaruje, a my – jej wielbiciele – bywamy ciągle zaskakiwani.

Bóbr warszawski