Wisła jesienna

Sezon fotograficzny nad Wisłą nigdy się nie kończy. W październiku i listopadzie jest co oglądać. Nic że ptaki przelotne odleciały, sprowadzając nad dolinę rzeki jesienną nostalgię. Słońce, kiedy tylko zaczyna wstępować nad linię horyzontu, odgania przytłaczające nastroje, rozjaśnia krajobraz i budzi życie.

Słońce i smugi

Kormorany już chyba zrezygnowały z jesiennych odlotów. Zima i bliskość miast wzdłuż Wisły sprzyjają przetrwaniu. Przesiadują na mieliznach, pniach przysypanych mułem martwych drzew, albo na konarach topól, klonów jesionolistnych, wierzb tworzących na brzegach Wisły i na Wyspach Świderskich czapy łęgowych zagajników.

Kormorany o świcie

Odpoczynek na wodzie

Nie lubimy fotografów

Siwe czaple, w przeciwieństwie do białych, mniej odpornych na mróz, też zostają. Nocują zwykle w trudno dostępnych zakamarkach łęgu lub pod skarpami brzegów. Biwakują grupkami po kilka, kilkanaście osobników. Są niezwykle czujne i płochliwe. Trudno je podejść. Lada dźwięk odróżniający się z tła zmusza je do odlotu z chrapliwym wrzaskiem, który mrozi krew w żyłach i niesie daleko wzdłuż nurtu.

SONY DSC

Kormorany, jeśli wzlatują, robią to całą gromadą, zasłaniając niekiedy niebo na długie sekundy. W zatoczkach wydartych Wiśle kamiennymi opaskami nocują stada dzikich kaczek, mew, kormoranów. Towarzyszą im łabędzie nieme i krzykliwe. W ciągu ostatnich kilkunastu lat nastąpiła dostrzegalna zmiana w zachowaniach wodnego ptactwa.

Stado kormoranów nad listopadową Wisłą

Mam szczęście, mieszkając blisko wiślanych rezerwatów, które mimo presji urbanistycznej, zachowują swój niezwykły dziki charakter. Wystarczy dojechać rowerem albo samochodem w którekolwiek miejsce między Górą Kalwarią a Warszawą i przekroczyć granicę wału przeciwpowodziowego, by zanurzyć się w misterium wstającego dnia, pełne niespodzianek i zaskakujących widoków.

Szronem malowane

Zanurzam się w wilgotny łęg, gdzie splecione gałęzie drzew i krzewów pozbawionych liści, wyschnięte zarośla nawłoci, pokrzyw, wrotyczu, zbrązowiałego wszędobylskiego dzikiego chmielu zatrzymują mrok i skrapiają ubranie nieustającym deszczem skapującym z liści, wsłuchuję się w ciche pokrzykiwania zimujących ptaków. 

Łęg w Gassach

 

W łęgu żyje się bujnie acz krótko

Rzeźbiarska pasja bobrów

Potem wychodzę to nad wodę pod skarpą, gdzie przesiadują bobry i czaple, wspierając się w czuwaniu, albo na rozległe, nieomal bałtyckie plaże wzdłuż powolnego nurtu rzeki, pod czujne spojrzenie drapieżnych ptaków.

Czuwanie nad łowiskiem

Tutaj trwa zmienne życie. Tam, gdzie opadająca tafla wody odsłania mielizny i tworzy płytkie zatoczki przylegające do wartkiego nurtu rzeki, polują bolenie. Czasem robią ogromne zamieszanie, płosząc stada drobnych ryb. Niekiedy wyskakują z wody i uderzeniem ogona próbują ogłuszyć co słabsze sztuki. Widok polującego bolenia podnieca. Chyba żaden wędkarz nie potrafi się oprzeć pokusie, by spróbować schwytać tę rybę. Ja też od lat usiłuję utrwalić bolenia w wyskoku w kadrze. nadal bez skutku.

Skrajem plaży chodzą bobry, zostawiając ślady błoniastych łap w miękkim mule lub mokrym piasku. Spacerując skrajem skarp podmywanych przez nurt Wisły, widzę też ześlizgi, którymi bobry ściągają pocięte gałęzie drzew do wody. Wejścia do nor trudno odkryć. Zwykle są ukryte pod korzeniami topól i wierzb rosnących nad wodą. Bobry nie tylko powalają drzewa, przegryzając ich pnie. Potrafią je też skutecznie podkopać. Wtedy lada podmuch mocniejszego wiatru kończy dzieło zniszczenia. Bobrów jest już nadzwyczaj dużo nad Wisłą, ale łęgu wystarczy im na lata.

SONY DSC

Każdemu powrotowi znad Wisły towarzyszy uczucie niedosytu. Światło słońca, długie cienie drzew drugiego brzegu, mgła nad wodą, przymrozek, powietrze w bezruchu i delikatne podmuchy uśpionego wiatru tworzą niezwykłe pejzaże i obrazy szczegółów. Trudno im się oprzeć.

Ulotna impresja