Bobry wiślane

Bobry ciekawią mnie od dawna. Jeszcze w ubiegłym stuleciu ich polska populacja była na granicy wymarcia. Spotkanie z nimi należało do rzadkości. Pływając kajakiem rzekami i jeziorami Warmii, Mazur, Suwalszczyzny,Kujaw czy Pomorza, widywałem od czasu do czasu tamy, kopce żeremi, albo obszerne nory w brzegach, których używane wyjścia zawsze były pod wodą. Jednakże nigdy nie udawało mi się zobaczyć samych bobrów. Dopiero spacery nad Wisłą, której piękno odkryłem na powrót przypadkiem, a nie dlatego, że kierował mną jakikolwiek zamiar, jadąc rowerem wzdłuż Jeziorki z Konstancina, dały tę niepowtarzalną – na początku tak sądziłem – okazję fotografowania bobrów.

 Wiślane bobry, przez swoją liczebność i ekspansywność, okazały się pospolite i nie tak płochliwe, jak jeszcze kilkadziesiąt lat wcześniej, kiedy były tępione z powodu nieistotnych szkód rolnych powodowanych zalaniami przez spiętrzone tamami strumienie.

Pierwszą fotografię bobra zrobiłem przypadkiem, przejeżdżając mostkiem nad Jeziorką pod tężnie uzdrowiskowe w Konstancinie-Jeziornie. Płynął sobie pod prąd Jeziorki ku wykrotom drzew w zakolach i rozlewiskach. Pierwszy cyfrowy Kodak, jakim się posługiwałem, długo się uruchamiał, więc bóbr zdążył odpłynąć pod gałęzie obsypane drobnymi listkami.

 Bóbr konstanciński

Kolejne spotkanie z bobrem przytrafiło mi się podczas marcowego spaceru brzegiem Wisły w okolicach Załęża, w rezerwacie Łachy Brzeskie. Obserwując gody rzecznego ptactwa na obszernej łasze jasnego piasku, zauważyłem falę odbiegającą spod brzegu ku środkowi rzeki. Najpierw pomyślałem: – Gałąź utknęła na mieliźnie. Fala jednak przemieszczała się powoli w górę rzeki. Wyjrzałem znad krawędzi brzegu i zobaczyłem dorodnego bobra, który płynął pracowicie ku odległym wykrotom podmytych topól. Nie zastanawiając się, podbiegłem kilkadziesiąt metrów dalej i zasadziłem się na niego za osłoną osypującej się darni. Słońce akurat pięknie wzeszło znad drzew przeciwległego brzegu, zalewając rzekę światłem zmiękczonym przez delikatne mgiełki tańczące nad wodą. Bóbr wpłynął w kadr, migawka trzasnęła. Bóbr zanurkował, ale woda okazała się zbyt płytka, więc po chwili wynurzył się i kontynuował swój mozolny spacer. Nie ścigałem go. Z kilkunastu zdjęć tylko dwa okazały się udane: jego portret w świetle wschodzącego słońca i gdy odpływał pod obsuwający się fragment brzegu.

 Bóbr załężański

Po tym niecodziennym spotkaniu długo czekałem na kolejne spotkanie, podczas którego sfotografowałem bobrzego oseska w odnodze przegrodzonej tamą z przywleczonych przez dorosłe bobry gałęzie i rzecznego mułu. Odpływał ku norze w świetle dojrzałego dnia. Zdążyłem go złapać w kadr tylko raz.

 Osesek

Najbardziej nieoczekiwane i przypadkowe zdjęcia wyszły mi wówczas, gdy próbując uwiecznić krajobraz Wisły za swoją ulubioną zatoką śmiałego bolenia, dostrzegłem kątem oka smukły rybi kształt sunący nad złocistym piaskiem rzecznego dna, tuż pod skarpą, w której jaskółki brzegówki urządziły kolonię lęgową. W pierwszej chwili pomyślałem, że to sum albo boleń. W kadrze ujrzałem jednak głowę bobra. Aparat zagrzał mi się w ręku. Zanim bóbr dostrzegł moją obecność, zdążyłem zrobić kilka szybkich zdjęć, nie starając się czegokolwiek aranżować. Bóbr zanurkował i straciłem go z oczu. Tym razem miał gdzie się ukryć.

 SONY DSC

Nieopodal Gass jest interesująca kępa zarośnięta wikliną. Nurt Wisły rozciął ją w poprzek, otwierając niewielką plażę. Kępę od nadrzecznej skarpy oddziela odnoga z wartko płynącą wodą. To miejsce stało się rodzinnym kąpieliskiem bobrów. Zarośla nawłoci i wrotyczu ułatwiają obserwację bobrowych figlów. Bywa, że spotykam tutaj kilkanaście osobników jednocześnie pływających w odnodze lub na otwartej przestrzeni Wisły za kępami, spacerujących brzegiem , czyszczących futra i maszczących je bobrowym strojem na piasku, spławiających gałęzie wikliny ku norom.

 SONY DSC

Kolejnym rodzinnym miejscem bobrów jest sezonowa (z powodu płytkiej odnogi nurtu, która wysycha na pieprz przy niskim stanie Wisły) wyspa, która leży naprzeciwko ujścia Świdra i jednej z najpiękniejszych wysp rezerwatu Wyspy Świderskie. O świcie bobry uciekają ze ścieżki, która wiedzie nad wodę. Najpierw dostrzegasz bure truchtające kształty, a potem słyszysz szelest rozgarnianych łodyg trawy, nawłoci, wrotyczu. Wyspa ma w sobie tyle kryjówek, że spotkanie cichnie równie nagle jak się zaczęło. O tym że na tej wyspie są bobry, zaświadczają poranione i powalone topole, wierzby, osiki, klony, pocięte łodygi młodych drzew i wiklin, ześlizgi ku wodzie, ślady łap z błonami między palcami odciśnięte w piasku, wykopane pod darnią nory. Jeśli są zamieszkane, piasek u ich wejścia jest zwykle świeży albo wydeptany. Jeśli nie, z czasem po norach pozostają obsuwające się korytarze. Trzeba patrzeć pod nogi, idąc brzegiem Wisły, aby nie wpaść w taką porzuconą norę albo korytarz pod darnią. Najbezpieczniej korzystać z przetartych ścieżek i unikać gąszczu.

 Ostatnie spotkanie z bobrem przytrafiło mi się wczoraj nieopodal Ciszycy, w miejscu, gdzie nurt Wisły, opłynąwszy mieliznę, minąwszy ciekawą zatokę wzdłuż wału, napiera na ostrogę i wzniesienie brzegu. Bóbr płynął z nurtem wprost na obiektyw. Silne światło majowego słońca sprzyjało, jednakże w ciszy poranka trzask migawki skrócił sesję fotograficzną do kilku chwil. Bóbr zanurkował. Na nic czekanie. Miał gdzie się ukryć.

 Bóbr z CiszycyPlecy bobra z Ciszycy

Przestało być też sztuką sfotografowanie bobrów w centrum Warszawy. Coraz ich więcej pod mostami i wzdłuż brzegów Powiśla czy Pragi. Miejskie bobry mało co robią sobie z obecności spacerowiczów. Wisła, mimo presji urbanistycznej, nadal więc czaruje, a my – jej wielbiciele – bywamy ciągle zaskakiwani.

Bóbr warszawski

Ławice Kiełpińskie

Zachęcony książką „Oblicza Wisły” zajrzałem do rezerwatu Ławice Kiełpińskie. Z Ursynowa do pokonania kawałek drogi, na szczęście Wisłostradą, która pod koniec nocy kojarzy się z widokiem Sydney w końcowej scenie filmu „Ostatni brzeg”: bez ludzi i samochodów. Rezerwat powołano do życia w 1998 r. wraz z innymi rezerwatami doliny Wisły od Góry Kalwarii po Nowy Dwór Mazowiecki. Zaczyna się w granicach Warszawy, nieopodal pałacu Brühla w Lasku Młocińskim, biegnie ku zakolu, w którym Wisła zmienia bieg z północno-zachodniego na zachodni, a kończy pod Czosnowem. Nad samym łukiem zakola Poniatowscy urządzili przepiękny park w stylu angielskim, który otoczył pałacowe zabudowania urodą dorównujące Łazienkom. Budynki przyjęły obecny kształt architektoniczny na przełomie XVIII i XIX wieku. Świadomość bliskości tego miejsca, tak bardzo kojarzącego się Józefem Poniatowskim, powoduje głębsze przeżywanie nastroju Wisły o świcie, bowiem tu działa się historia.

 

Na miejsce pierwszego postoju wybrałem pobocze drogi nieopodal kapliczki i placu do ćwiczeń jazdy konnej w Kępie Kiełpińskiej. Stąd tylko kilka kroków do wału przeciwpowodziowego. Schodząc zeń zanurzasz się w starym łęgu z ogromnymi czarnym topolami i topolami kanadyjskimi. Jednakże z tego miejsca nie widać ogrodu w Jabłonnie. To przez wyspy. Zszedłszy ze skarpy, otrząsnąwszy się z wody opadającej z listowia wierzb, jesionolistnych klonów (gatunku inwazyjnego), trafiasz przy niskim stanie wody na spękany zasuszony muł przykrywający wiślany piasek, pomiędzy kępy mozgi trzcinowatej i zarośla wszędobylskiej wikliny. Obok milcząco płynie woda bocznej odnogi Wisły, oddzielając plażę od ciemnego kształtu wyspy.

 Tajemnicza odnoga

Brzask zwolna wypełniał krajobraz delikatną poświatą, gdy szedłem granicą piasku i wody. Księżyc w nowiu wisiał nad łęgiem i delikatną mgłą. Wokół trwał niezwykle nasycony ptasi koncert urozmaicany skrzekliwym pianiem kogutów bażantów, werblami dzięciołów, pokrzykiwaniem mew i rybitw dochodzącym spoza ciemnych konturów wyspy. W oddali mignął koziołek, uchodząc w zarośla. Za nim, porzuciwszy błotną kąpiel, pobiegła wataha dzików.

 Koziołek kiełpiński

Uświadomiłem sobie, że jeśli nie przyspieszę kroku, stracę misterium świtu. Drzewa na wyspie tworzą z łęgiem brzegu dolinę, którą o wschodzie słońca długo spowija głęboki cień. Wróciłem więc do lasu i po kilku zakrętach ścieżki wiodącej na południe zobaczyłem przesmyk między dwiema wyspami. Był suchy i wypełniony białym wiślanym piaskiem. Silny brzask zwiastował wzejście słońca. Jednakże w tym miejscu również nie ma głównego nurtu – za przesmykiem i kolejną odnogą rzeki widać następną wyspę, która zasłania widok na rezydencję Poniatowskich w Jabłonnie.

 Przesmyk między kępami

Wisła otwiera się bliżej centrum Łomianek. Wyspy ustępują miejsca szerokiej rzecznej dolinie. Woda, gdy nie ma wiatru, płynie pod niezmąconym lustrem, w którym odbijają się kępy rezerwatu, strome brzegi z osuniętymi, podmytymi lub podkopanymi przez bobry drzewami. Powolny nurt omywa mielizny, po których spacerują brodźce, rybitwy, biegusy, piskliwce, sieweczki… Stojąc na plaży, masz wrażenie zanurzenia się w krajobrazie. Wszędzie unosi się zapach majowej wody i oczeretów. Delikatna mgła zmiękcza obrazy rzeki, łagodząc ostre światło słońca. Jednakże misterium majowego świtu i wschodu słońca kończy się jak z bicza trzasnął.

 Ławice Kiełpińskie pod Jabłonną

Tydzień później wybrałem sobie miejsce obok Jeziora Dziekanowskiego. Za wałem jest więcej łąk przylegających do przerzedzonego łęgu. Dzięki łąkom słychać tutaj derkacze, świerszczaki, gąsiorki, skowronki… Ptasi chór wydaje się bogatszy niż w łęgu nad zakolem rzeki w Jabłonnie. Wschodzące słońce oświetla Wisłę nie w poprzek lecz wzdłuż jej nurtu. Przez to jej obraz wydaje się rozleglejszy.

 Gąsiorek

Wisła w świetle słońca wschodzącego nad Jabłonną

Szlak wiedzie brzegiem Wisły pomiędzy topolami o monstrualnie rozpiętych konarach i umarłymi wierzbami, których nagie pozbawione listowia szkielety sterczą w rozbuchanej zieleni łęgu. Wiele drzew zalega w zaroślach, dostarczając schronienia owadom, zwierzętom, egzotycznym grzybom, nowym roślinom. Życie w łęgu zdaje się trwać krótko, lecz dzieje się niezwykle intensywnie.

Ścieżka w kierunku Łomianek wiedzie do postoju łodzi.

Wiślane łodzie

Wyspy na środku szeroko rozlanej rzeki przyciągają czaple i kormorany. Mniej zurbanizowane otoczenie zwiększa szanse spotkania bielików i rybołowów. Majowa Wisła, gdy patrzysz nań wczesnym rankiem pod coraz bardziej oślepiające słońce, urzeka podzwrotnikową egzotyką, szczególnie wtedy, gdy niebo zdobią malownicze ławice chmur a wodę ich odbicia.

 Egzotyka Wisły

Ławice Kiełpińskie w Dziekanowie

Flauta, która sprowadza nad rzekę spokój i nastraja do zadumy, sprawia, że konieczność powrotu do domu boli.

Ciekawe ptaki nad Wisłą.

W zeszłym tygodniu obserwowałam nad Wisłą ptaki, które były podobne do mew, ale trochę od nich inne. Mam dość słabe zdjęcia, które załączam – niestety te ptaki są bardzo szybkie i ciężko nadążyć za nimi z obiektywem 🙂

Może ktoś podpowie co to za ptaki?

IMGP4886

IMGP4891

75 sadzonek krzewów nad Wisłą

W niedzielę o 10:30 rozpoczęliśmy akcję sadzenia krzewów. Mimo nieprzyjemnej pogody przyszło aż 16 osób, chętnych do pomocy. Dzięki temu wszystkie sadzonki zostały zasadzone w ok. pół godziny! Dziękujemy bardzo wszystkim wolontariuszom za udział w akcji.

W związku z dużym zainteresowaniem planujemy powtórzyć akcję na jesieni, o szczegółach będziemy na bieżąco informować na tej stronie oraz na fan page’u Wisła Warszawska na facebooku.

11230195_870230316357062_1736031252_o 11242762_870230696357024_982762154_o 11229518_870230686357025_1193656174_o 11227310_870230703023690_2089807395_o 11215418_870230336357060_389360688_o

Autorem wszystkich zdjęć jest Konrad Holzer.

Wisła bielańska

Są dwie rzeki w Polsce, które sprawiają że moje serce szybciej bije, kiedy jestem w ich pobliżu, a czas wręcz odwrotnie, dziwnie zwalnia… Te rzeki to księżniczka Biebrza i Królowa polskich oraz środkowoeuropejskich rzek- Wisła. Dziś chciałbym poświęcić trochę czasu tej drugiej.

Na warszawskich Bielanach słoneczna sobota, powiewają biało czerwone flagi (w końcu to dzisiaj jest ich święto) a tam, tuż obok miejskiej codzienności, za Lasem Bielańskim tak jak gdyby nigdy nic płynie Wisła. Od setek lat taka sama, nieuregulowana, piękna, dzika… Choć na odcinku warszawskim daje się zauważyć działalność ludzkiej ręki, to jednak jej charakter pozostaje bez zmian przez ten cały czas. Ten dzień to nie tylko Święto Flagi, to także święto tej rzeki. Każdy dzień, w którym Wisła może cieszyć oczy tysięcy ludzi swoim naturalnym charakterem jest świętem, świętem jej własnym, ale także świętem całej przyrody, która została ukształtowana w tym miejscu właśnie dzięki tej przepięknej wielkiej rzece.

To moje sobotnie spotkanie z Wisłą rozpoczęło się w miejscu, które najczęściej dowiedziałem z rodzicami w dzieciństwie- koniec ulicy Dewajtis, przejście pod Wisłostradą i jest… Nigdy nie planuję swojej wycieczki wcześniej. Tak było też i tym razem. Jako, że w weekendy (a szczególnie te długie) nad brzegiem roi się od wędkarzy postanowiłem udać się w kierunku piaskarni, na południe. Tam zawsze można liczyć na spokój, a jeśli spotka się jakiegoś człowieka to z pewnością będzie to zabłąkany wędkarz lub miłośnik przyrody. Nie inaczej było i tym razem. Jedyni ludzie, jakich widziałem to para spokojnie kroczących młodych ludzi trzymających się za ręce i podziwiających piękno wielkiej Wisły. Już po kilku krokach przemierzonych nad brzegiem moim uszom dał się słyszeć tak znajomy charakterystyczny głos „hididi” a nad wodą, bardzo spokojną tego dnia, ujrzałem dwa szybko lecące małe ptaszki, które usiadły na brzegu kilkanaście metrów dalej. Piskliwce są bardzo płochliwe i jak tylko pojawiałem się na horyzoncie od razu zwiewały. Nie chciałem ich zbytnio męczyć, ale one jakby na złość zawsze leciały w tym kierunku, w którym szedłem. Jak jedne zawróciły pojawiały się następne tak do samej piaskarni. Co prawda szedłem udeptaną ścieżką, ale mimowolnie spoglądałem pod nogi czy przypadkiem nie wymyśliły sobie zrobić w jej pobliżu gniazda. Tym bardziej, że ta ścieżka czasem oddalała się od brzegu na kilka ładnych metrów… kto wie czy nie przypadkiem 12?

Jak tylko zobaczyłem, że w tym miejscu jest tak dużo piskliwców stwierdziłem, że nie ma sensu im bez sensu przeszkadzać. Zrobiłem, więc tylko dwa przystanki – jeden by napawać się widokiem wygrzewających się w słońcu ptaków, siedzących na kamieniach po środku rzeki. Wśród nich widać było kormorany w swojej charakterystycznej pozie z rozłożonymi skrzydłami, obok nich mnóstwo śmieszek, kilka krzyżówek oraz ku mojemu zdziwieniu kilka rybitw białoskrzydłych. Widok był niesamowity, mógłbym tak zawieszony stać i gapić się w nieskończoność. No ale pamiętałem że nie należy przeszkadzać rodzinkom piskliwców, które pewnie z chęcią już usiadłyby na swoich jajach. Drugi przystanek to chwilowy moment na obserwację dwóch nurkujących krzyżówek przy samym brzegu. W ogóle nie przejmowały się moją obecnością. Ja wręcz przeciwnie, bardzo przejąłem się ich obecnością i musiałem chwile przystanąć by nacieszyć oko takim sympatycznym widokiem.

Po dojściu do piaskarnia przyszedł czas na decyzję, w którą stronę dalej iść. Pomyślałem, że w dół rzeki wybiorę się innym razem, w końcu tam zaraz będą bulwary i pełno ludzi. Wolałem poobserwować tę rzekę od bardziej dzikiej strony, niekoniecznie wśród tłumów. Zawróciłem, więc w stronę ulicy Dewajtis z tą jednak różnicą, że tym razem już szedłem ścieżką rowerową. Po co niecierpliwić te małe ptaki, niech mają trochę spokoju.

Nad rzekę zszedłem znów pod Wisłostradą. Tam sporo wędkarzy a więc i ptaków nie widać, kilka tylko mew latających nad wodą w poszukiwaniu rybek. Jednak sam szum rzeki i blask słońca odbijający się od jej delikatnych fal sprawiał, że w tym momencie na Świecie mogło nic więcej nie istnieć. W takich okolicznościach spotkanie z małą pliszką urastało do rangi wielkiego wydarzenia. Jej wdzięczne prężenie się na kamieniu nad samą wodą nie pozwalało ruszyć się z miejsca. Patrzyłem na nią chyba z 5 minut bez ruchu aż stwierdziła, że jej wystarczy i spokojnie odleciała.

Wędrowałem tak do samego mostu Północnego, po drodze mijając wielu wędkarzy. Słuchałem śpiewu sikorek, zięb, kosów, szpaków i wielu innych. Obserwowałem jak sroki zbierają patyczki na przytulne gniazdko. Na jednym z drzew siedział nieporuszony grzywacz, który z góry na mnie spoglądał i bacznie obserwował moje ruchy, tak jakby był strażnikiem Królowej Wisły. Na szczęście nie robiłem nic złego, więc strażnik nie miał powodu by mnie zaatakować i wyprowadzić z dworu swojej Pani.

Już pod sam koniec mojej sobotniej wycieczki, niedaleko mostu, niedaleko dwóch wędkarzy, nad samym brzegiem wśród świeżego błotka, biegała sobie mała sieweczka. Jakaż była moja radość, kiedy po chwilowej obserwacji nadleciała druga malutka istotka z tak charakterystyczną żółtą obwódką dookoła oka. Same do mnie podchodziły tak jakby chciały być sfotografowane dzisiejszego dnia. Kto wie, może szykują się do kariery w show biznesie? W końcu teraz modne są skoki do wody…

Tym oto bardzo sympatycznym spotkaniem z parą odważnych sieweczek skończył się mój nadwiślany sobotni spacer. Swoistym epilogiem było czwartkowe odwiedzenie cypelka za mostem by ujrzeć barkę przygotowaną na przylot rybitw. Jakie to cudowne uczucie oglądać jak na barce zasypanej piaskiem grzały sobie miejsce już dwie rybitwy- białoczelna i rzeczna. Tylko patrzeć jak zleci się ich więcej. To piękne, że są jeszcze ludzie, którym zależy na przyrodzie i losie zwierząt. To dzięki nim możemy oglądać tak dziką naturę tak blisko wielkiego miasta….

 

kilka ciekawszych zdjęć:

http://obrazki.elektroda.pl/9955995200_1431022102.jpg

http://obrazki.elektroda.pl/1739112900_1431022142.jpg

http://obrazki.elektroda.pl/6773122200_1431022184.jpg

http://obrazki.elektroda.pl/3061346600_1431022225.jpg

http://obrazki.elektroda.pl/4556663900_1431022256.jpg

http://obrazki.elektroda.pl/9826711900_1431022342.jpg

http://obrazki.elektroda.pl/3149868600_1431022481.jpg

Poszukujemy wolontariuszy do pomocy w niedzielę

W najbliższą niedzielę – 10 maja – organizujemy w ramach projektu akcję sadzenia krzewów – głogu oraz dzikich róż w łęgach nadwiślańskich. Nasadzenia tych kolczystych krzewów mają za zadanie zredukować antropopresję wywieraną przez okoliczne kawiarnie i puby na nadwiślańskie łęgi. Dodatkowo są to krzewy o jadalnych owocach, zwiększą więc też bazę pokarmową dla wielu mieszkańców łęgów, same w sobie mogą też stanowić potencjalne miejsca gniazdowania.

Potrzebujemy pomocy w posadzeniu krzewów – może ktoś z Was ma wolną niedzielę i będzie mógł pomóc?

Spotykamy się 10 maja (niedziela) o 10.30 pod Mostem Poniatowskiego – okolice baru Plażowa. Zapewniamy sadzonki, wiaderka i szpadle, więc wystarczy sama chęć i obecność!

Będziemy wdzięczni za potwierdzenie wcześniejsze kto może być na mail: spolecznosc.wisla@gmail.com (ale niezapowiedziani goście też mile widziani).

2015-04-10-DSC_4372nxDA

 

Zakątek bobrów w rezerwacie Wyspy Świderskie

Wisła niejedno ma oblicze. Wiśle niejedno na imię. Wystarczy zajrzeć o świcie podczas różnych pór roku w to samo miejsce, by przekonać się, jak pospolity – zdawałoby się – widok nizinnej rzeki zaskakuje nastrojem godnym pejzaży tworzonych rękami impresjonistów albo artystów renesansu.

 Lubię zaglądać w zakątek łęgu rozłożony po lewej stronie przeprawy promowej w Gassach. Można doń dotrzeć ścieżką przez wiklinowe zarośla wzdłuż brzegu, płosząc przy okazji bobry, szare i białe czaple polujące na mieliznach obok, bystre lecz płochliwe tracze, dzikie kaczki, rybitwy przylatujące z sąsiedztwa, nawet zimorodka sprawdzającego okoliczne strugi. Przy niskim stanie wody bez trudu przechodzi się nad wąskimi strumieniami, sączącymi się spod zarośniętej skarpy poszarpanej norami i korytarzami wykopanymi przez bobry. Przy średnim lepiej zawrócić, by nie ugrzęznąć w mule. Wtedy wypada, minąwszy groteskowe wierzby, spróbować dojść od strony wału przeciwpowodziowego piaszczystą drogą rozjechaną przez quady.

 Spotkanie z sarnami wśród białodrzewów i topól szarych, czarnych czy brodawkowatych, tworzących łęg, albo z bobrami buszującymi w zastoinach wody u stóp tych drzew wielce prawdopodobne jest. Czasem odnoszę wrażenie, iż bobrów ostatnio więcej niż ryb w Wiśle. Pomyśleć, że jeszcze w ubiegłym stuleciu były na skraju całkowitego wyginięcia. Te zwierzęta fascynują. Obserwuję od lat ich dobroczynny wpływ na stan lasu i bogactwo przyrody w dorzeczu górnej Łyny od jej źródeł po granice Olsztyna. To dzięki nim, między innymi, spotkanie bielików, czarnych bocianów, żurawi, wilków, rysiów, łosi, wydr przestało być wydarzeniem.

 Obie ścieżki wiodą ku nadrzecznej skarpie, opadającej stromo ku bocznej odnodze nurtu, za którą są dwie kępy zarośnięte zwartą wikliną. Rozdziela je woda spychana ku brzegowi przez napierający główny prąd Wisły. W tę przerwę o każdej porze roku zagląda wschodzące słońce. Stanąwszy na skraju urwiska za osłoną bujnej nawłoci i wrotyczu, można do woli fotografować figlujące bobry, które upodobały sobie właśnie ową skarpę i wiklinowe kępy. Zmęczone nurkowaniem wychodzą na piaszczystą plażę i maszczą futro bobrowym strojem.

 W odnogę wpływają też rapy (bolenie), drapieżne ryby zaliczane do rodziny karpiowatych. Ich widowiskowe wyskoki ponad wodę zakończone uderzeniem ogona i wielkim rozbryzgiem dorównują uderzeniom płetwy ogonowej bobrów, które ostrzegają się w ten sposób przed dostrzeżonym niebezpieczeństwem, zwykle utożsamianym z nadmiernie ciekawskim fotografem.

 Jeśli ktoś chciałby wyobrazić sobie to miejsce, nie wychodząc z domu, niechaj spojrzy na pierwszy kadr z bobrami i dwiema kępami na tle wiosennej burzy tego oto filmu: http://wislawarszawska.pl/artykul-245-Film_przyrodniczy_Wisla_Warszawska. To dokładnie ten zakątek (albo identyczny).

 Owo miejsce może więc wyglądać prozaicznie wiosennie, jak na tym zdjęciu:http://www.panoramio.com/photo/91659054, ale może też fascynować nierealnym wręcz – zdawałoby się – nastrojem listopadowej jesieni, jak na tym zdjęciu:http://www.panoramio.com/photo/113472575.

Wisła – Wyspy Świderskie

Pięknie Piotr opisał to co przeżywamy o wschodzie nad Wisłą. Nic dodać, nic ująć. Tak właśnie jest. Niecodzienne przeżycia, wspaniałe widowisko. Potężna, nieujarzmiona  Wisła nawet w okresach suszy w niektórych miejscach, jak np. na ostrodze  w Kępie Oborskiej niedaleko ujścia Jeziorki tworzy niebezpieczne wiry. Taki jest urok naszej Wisły, na szczęście jeszcze nieoblanej betonem. Kwietniowa Wisła ma swoje niepowtarzalne uroki.