Płynie Wisła, płynie

W majową niedzielę, jak wielu warszawiaków, wybrałam się nad Wisłę, a konkretnie nad jej lewy brzeg na wysokości Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Pogoda w końcu była prawdziwie wiosenna po wielu dniach deszczu i chłodu. Korzystali z tego spacerowicze, rowerzyści, rolkarze, a nad samą rzeką siedziało sporo wędkarzy, kontemplujących czas z wędką
w dłoni.

Wisła wyraźnie przybrała po ostatnich opadach – w niektórych miejscach nie można było zejść tak nisko, jak jeszcze miesiąc temu. Nurtem rzeki płynęły czasami duże, oderwane od brzegów łachy ziemi i konary drzew. W Warszawie powódź raczej nas ominie, ale na południu Polski sytuacja w związku z nasilonymi opadami, jest niebezpieczna: http://www.pogodynka.pl/polska/hydro/wisla/
Nasuwa się w tym momencie pytanie, czy to nie działalność człowieka jest do pewnego stopnia winna takiej sytuacji – być może wycinanie lasów na południu Polski odbywa się na zbyt dużą skalę? I duże ilości opadów, jakie pojawiają się na wiosnę, zamiast być wychwytywane przez rośliny, spływają wodami gruntowymi do strug i rzek, a te w końcu występują z brzegów? Skala problemu jest na pewno dużo bardziej złożona, ale skoro pojawia się on co roku, to może należałoby go rozwiązywać całościowo, a nie tylko doraźnie usuwać zaistniałe szkody?

Odeszłam od dróg obleganych przez spacerowiczów i skierowałam się ścieżką prowadzącą na południe wzdłuż brzegu i przez las. Za dnia nie było tam nikogo, natomiast w innych porach są tam stali bywalcy, o czym świadczyły porzucone puszki i butelki po alkoholu i inne śmieci. Było tam też sporo miejsc, gdzie odbywają się na dziko ogniska. Przy jednym z nich moim oczom ukazał się dość niecodzienny widok – wielka plastikowa płachta powiewająca na wietrze niczym żagiel w środku lasu. Plastik był misternie przyczepiony do gałęzi drzewa za pomocą zszywaczy, a w około były jeszcze pozostałości po bytności człowieka – butelki i puszki. Rozumiem, że płachta służyła jako zadaszenie podczas deszczowego seansu nad rzeką, ale mogłaby zostać zdemontowana po jego zakończeniu…

Mimo pojawienia się takich nienaturalnych konstrukcji w lesie, życie w nim dalej toczyło się swoim rytmem. Przy brzegu buszowały kaczki, nad taflą wody latały mewy, a wśród koron drzew rozbrzmiewał niekończący się ptasi trel. Na niektórych drzewach zawieszone były budki lęgowe i sądząc po białych zaciekach przy wejściach, wiele z nich było zamieszkanych. Stałam akurat pod jednym z nich, gdy usłyszałam, że ton ptasiego zawołania zmienił się – stał się bardzo nerwowy, jakby ptak chciał mnie zmusić, abym odeszła. Był to szpak, który nad moją głową przeskakiwał z gałęzi na gałąź. W dziobie miał kilka dżdżownic, którymi wyraźnie chciał nakarmić swoje młode, znajdujące się w budce, ale moja obecność zbyt go irytowała. Młode tymczasem zachęcone tym, że słyszy głos rodzica, wyjrzało z dziupli i zaczęło wydzierać się wniebogłosy. Szybko jednak zostało zbesztane przez znajdującego się ciągle w okolicy rodziciela i schowało się
z powrotem. Nie chciałam już przeszkadzać w rytuale karmienia, więc odeszłam. Z daleka zobaczyłam, że dorosły szpak w końcu podleciał do budki i wcisnął wijącą się porcję w mały, otwarty dziobek. Potem poleciał po dokładkę. Nad Wisłą życie wre!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii

Pierwszomajowy rejs ornitologiczny – relacja

Wczoraj odbył się rejs ornitologiczny w ramach Pikniku Europejskiego w Warszawie. Przewodniczka Alicja Gasek opowiedziała o przyrodzie nad Wisłą na odcinku warszawskim, o tym jakie gatunki ptaków i innych zwierząt można nad Wisłą zaobserwować i jak to robić, żeby im nie szkodzić.

Rejs był dość późno, a i pogoda nie była wyjątkowo sprzyjająca obserwacjom, ale i tak udało się zaobserwować trochę ptaków, a przede wszystkim poobserwować Warszawę od strony rzeki.

Obserwowaliśmy kaczki krzyżówki, wrony siwe, pojedyncze pliszki i szpaki, piskliwca w okolicach Grubej Kaśki i sporo mew, przede wszystkim śmieszek. Poza tym spotkaliśmy stadko rybitw rzecznych i białoskrzydłych, z którymi latała też mewa mała.